foto: Michał Grzela

Pierwszego dnia turnieju FAB Residence Semp&Victoria Cup (U-13) w Sulejówku młodzi piłkarze GKS-u Katowice sprawiali wrażenie zagubionych. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że ich przygoda zakończy się szybciej niż by sobie tego życzyli. Tymczasem w niedzielę zespół ze Śląska wygrał wszystkie mecze i sięgnął po trofeum.

Dwie fazy grupowe, faza pucharowa i osiem meczów każdego z uczestników przez cały weekend – wszystkie w wymiarze czasowym 30 minut i na pełnowymiarowym boisku. W takim formacie rozgrywany był turniej w podwarszawskim Sulejówku. GKS Katowice zmagania rozpoczął od rywalizacji z Kosą Konstancin, Kadrą Świętokrzyskiego ZPN i Zniczem Pruszków. W meczach z trzema wymienionymi przed momentami rywalami GieKSa zdobyła cztery punkty. Umożliwiło to awans z 2. miejsca do najlepszej ósemki turnieju, która została podzielna na kolejne dwie grupy.

Walka o końcowy triumf rozpoczęła się jeszcze w sobotnie popołudnie. Mecz z holenderskim Groningen był jednak dla GKS-u prawdziwą katastrofą. Katowiczanie wyszli co prawda na prowadzenie dzięki bramce z rzutu karnego, aczkolwiek później drużyna z Holandii obnażyła wszystkie ich słabe punkty i jako pierwsza zapewniła sobie prawo do gry w półfinale. Wynik końcowy – 6:1 – był najwyższym rezultatem pierwszego dnia turnieju.

(Nie)spodziewany obrót wydarzeń

Można się zatem domyślić, jak duże było zdziwienie zgromadzonych na obiektach Victorii Sulejówek, gdy GieKSa w niedzielny poranek dzięki zwycięstwom 1:0 z Wisłą Kraków i 2:0 ze Śląskiem Wrocław wywalczyła awans do półfinału. Zaskoczony nie był jednak trener zespołu z Katowic Łukasz Bagsik. “Przyjeżdżaliśmy tutaj z myślą o zwycięstwie. Znamy potencjał tej drużyny i nie dzisiejszy, a wczorajszy dzień, był zaskoczeniem. Chłopcy nie wyglądali tak, jak byśmy sobie tego życzyli i nie tak, jak sobie zakładaliśmy” – mówił już po meczu półfinałowym, w którym GKS pokonał po rzutach karnych warszawską Legię.

U-20: POZNALIŚMY SZEROKĄ KADRĘ NA ZBLIŻAJĄCY SIĘ MUNDIAL!

“To, co wydarzyło się wczoraj, na pewno odcisnęło piętno na nas i na chłopcach. Było to jednak bardziej motywujące niż demotywujące. To był ten kop, który pozwolił wejść dzisiaj na odpowiedni poziom. Myślę, że gdyby wczoraj nie skończyło się 1:6, a 1:2, czy 2:3, to dziś nie bylibyśmy miejscu, w którym jesteśmy” – opowiada Bagsik zapytany o emocje, które towarzyszyły sobotniej porażce z Groningen. Po kilku chwilach dodaje również, że kartą przetargową GKS-u w finale może być nastawienie mentalne. “Myślę, że mental, w przełożeniu drużynowym, znajduje się u nas po jasnej stronie mocy. Mamy nadzieję, że to pozwoli w finale wykrzesać resztki sił” – stwierdził.

Powtórka z rozrywki? Nie tym razem.

Podobnie jak GieKSa, Groningen wygrało mecz półfinałowy po serii rzutów karnych, odsyłając tym samym Jagiellonię Białystok do tzw. małego finału, w którym, notabene znów po rzutach karnych, musiała uznać wyższość przeciwnika – Legii Warszawa. Wróćmy jednak do finału, gdzie kibiców, na czele z rodzicami zawodników, czekał wielki rewanż.

Drugie starcie między gośćmi z Holandii a zespołem ze Śląska zaczęło się tak samo, jak pierwsze. Sędzia spotkania po kilku minutach dopatrzył się faulu w polu karnym Holendrów i wskazał na wapno. Strzał z “11” na bramkę zamienił jeden z piłkarzy z Katowic. Na tym korelacje między pojedynkami się zakończyły. GKS dobrze bronił dostępu do własnej bramki. Groningen wyrównało wprawdzie stan pojedynku, ale sędzia liniowy uniósł chorągiewkę do góry. GieKSa postawiła na kontrataki, co, jak się później okazało, było strzałem w dziesiątkę. W ostatniej akcji meczu podopieczni trenerów Łukasza Bagsika i Damiana Chomiuka ustalili wynik finału na 2:0.

foto: Michał Grzela (na zdjęciu: FC Groningen – finaliści FAB Residence Semp&Vicotria Cup)

Rezultat końcowy oznaczał, że Groningen uznawane po pierwszym dniu za głównego faworyta do triumfu w całym turnieju, w niedzielę zdobyło tylko jedną bramkę. Zawodnicy z Holandii zarówno w meczu półfinałowym, jak i finałowym nie zagrali, tak jak do tego przyzwyczaili w sobotę. Nie umknęło to uwadze trenera zespołu Jeroena Scholmy. “Myślę, że drużyna straciła trochę ze swojego stylu gry. Być może sam finał dodatkowo nakręcił zawodników, Mimo to powinniśmy byli zagrać swoje, tak się jednak nie stało” – oceniał zaraz po finałowej porażce.

“To nie była słuszna decyzja”

Nie obyło się bez zastrzeżeń do zespołu sędziowskiego. “Strzeliliśmy bramkę, która powinna zostać uznana, a zostaje odgwizdany spalony. Moim zdaniem to nie była słuszna decyzja. Co więcej, przez cały turniej, gdy drużyna dokonywała zmian, gra toczyła się dalej. Tymczasem w finale, po tym jak GKS strzelił bramkę na 1:0, przy każdej ich zmianie, a było ich sporo, gra była wstrzymana” – komentuje Scholma. Trener Groningen zaznaczał jednak, że nie ma zamiaru upatrywać w pracy sędziów wymówki dla finałowej porażki. Sam turniej określił jako fantastycznie zorganizowany. Od momentu przyjazdu sztabowi i zawodnikom zapewniono świetne warunki pobytu. Trots van het Noorden do domu, oprócz cennego doświadczenia, zabiorą srebrne medale oraz nagrodę fair-play, przyznaną jednogłośnie przez pozostałych uczestników turnieju.

Nagroda za wytrwałość budulcem wielkiej przyszłości?

Po drugiej stronie barykady, w szeregach GieKSy, zapanowała wielka radość. Została ona dodatkowo spotęgowana przez wzgląd na wyboistą drogę, jaką katowiczanie dojechali na metę turnieju w Sulejówku. “Odkąd pracuję z tym rocznikiem, ostatnie dwa, trzy tygodnie, to był najcięższy czas. Nawet w lidze wyglądaliśmy średnio. Być może wynikało to z tego, że okres przygotowawczy był bardzo intensywny. Graliśmy ze Slavią Praga, jeździliśmy trochę po Europie, byliśmy w Holandii, w Niemczech i przyszło zmęczenie materiału. Natomiast, to co stało się wczoraj, było naprawdę trudne – dla mnie, dla nas – trenerów. Pojawiły się różne myśli, ale usiedliśmy na spokojnie i porozmawialiśmy z zawodnikami. Myślę, że dzisiaj nie graliśmy wybitnie, ale graliśmy dobrze i to wystarczyło” – opowiada Łukasz Baksik.

foto: Michał Grzela (na zdjęciu: GKS Katowice – zwycięzca FAB Residence Semp&Victoria Cup)

Trener młodych piłkarzy GieKSy podkreślił również rolę konsekwencji taktycznej i świadomości swoich podopiecznych w końcowym sukcesie. Ich gra nie ma opierać się na schematach, ani na narzuconym przez trenerów pomyśle. To sami zawodnicy mają posiadać ten automatyzm, który w odpowiednim momencie pozwoli podjąć dobrą decyzję.

Jak bardzo budujący może być taki sukces dla drużyny z rocznika 2006? Czy ci, którzy zadecydowali o zwycięstwie GKS-u, mają za kilka lat realne szanse zaistnieć w piłce? Choć zdobywanie trofeów, należy świętować w każdej kategorii wiekowej, to popadanie w hurraoptymizm na tym etapie nie jest wskazane. “Z naszej perspektywy wiemy, że ta droga do tego, aby oni zadebiutowali na poziomie profesjonalnym, mówię tu o określonych jednostkach, jest daleka. Staramy się robić wszystko na tej mikroskali, jak najlepiej po to, aby to dobrze funkcjonowało w przyszłości. Dajemy z siebie wszystko” – zakończył Łukasz Bagsik, trener GKS-u Katowice – triumfatora I edycji Międzynarodowego Turniej FAB Residence Semp&Victoria Cup w Sulejówku.