komunikacja

Poradnik Młodzieżowego Futbolu to cykl artykułów skierowanych do młodych piłkarzy, ich rodziców, a także trenerów. Autorami tekstów są sami fachowcy, dlatego wszystkie zawarte tutaj informacje są niezwykle cenne i każdy z pewnością znajdzie w nich coś dla siebie. Zapraszamy do lektury!

AUTOR
Artur Koluch – absolwent AWFiS w Gdańsku. Od 2006 r. zajmuje się szkoleniem dzieci i młodzieży. Od czerwca 2011 r. pracuje w klubie Gedania 1922 Gdańsk. Obecnie prowadzi zespół rocznika 2005. Specjalizuje się w szkoleniu dzieci na wstępnym etapie szkolenia (7?9 lat). Jego głównym zainteresowaniem jest psychologia sportu.

Mecze dzieci – wynik czy zabawa?

Do słownika polskiego szkolenia piłkarskiego jakiś czas temu prosto z krajów patrzących na nas z góry rankingu FIFA, jak Niemcy, Francja, Holandia, weszło hasło, że w rozgrywkach juniorskich “nie gra się na wynik”. Spotykając się z kolegami po fachu na turniejach, obozach, kursach, blogach czy grupach facebookowych, dowiaduję się, że już praktycznie żaden trener dzieci w Polsce nie spina się na myśl o końcowym wyniku, a utarty slogan sprzedaje się znakomicie. Brzmi dobrze, bo świadczy o podążaniu za nowoczesnymi trendami szkolenia, a tym samym, o rozwoju zawodowym trenera. Jednak czy słowa te są odpowiednio rozumiane? Przecież nie może chodzić o to, że juniorzy mają wychodzić na boisko, by przegrać lub nie walczyć o zwycięstwo. Skoro więc przekaz tych słów jest głębszy, a hasło tylko metaforą, to czy polscy trenerzy nie mają problemów z jego interpretacją?

Często słyszę i sam miałem w zwyczaju mówić do zawodników: “zwycięstwo nie jest ważne, liczy się zabawa”. To błąd. Zwycięstwo jest ważne, nawet najważniejsze, dla dzieci i tak będzie – to u nich naturalne, że chcą wygrywać. Sport docelowo polega na wygrywaniu. Trener, który będzie mówić im inaczej, nie tylko wprowadzi pewien dysonans poznawczy, ale również utraci autorytet (“Jak to? Trener nie chce wygrywać?”). Z drugiej jednak strony opiekun dzieci nie może dać się pochłonąć dziecięcej walce o zwycięstwo w każdym meczu. Musi raczej zadbać o to, by rywalizacja przebiegała w przyjemnych, zabawowych warunkach. Zabawa ma być środkiem do osiągnięcia celu, którym jest rozwój umiejętności potrzebnych do zwyciężania. Chodzi o to, by działania i zachowanie trenerów nie były ukierunkowane na zwycięstwo w meczu, lecz na zwycięstwo w szkoleniu. Miejsce na presję wyniku pojedynczego meczu jest dopiero w sporcie zawodowym, gdzie wiąże się to z utrzymywaniem rodzin i biznesu.

Odprawa przedmeczowa

Pierwszym newralgicznym momentem meczu jest odprawa. Słowa, które wtedy trener kieruje do swoich zawodników, mówią wiele o jego nastawieniu. Uważam, że wzorem jest informowanie o celach szkoleniowych oraz krótkie omówienie stylu, w jakim chcemy grać (i wygrać!). Jednak zamiast tego często pojawiają się wskazówki, jakich sytuacji unikać, potwierdzone przykrymi przykładami z poprzednich meczów (“Jasiu nie rób tak więcej, pamiętasz, jak ostatnio po tym straciliśmy gola”). Presję wyniku budujemy, również wskazując na sprytne możliwości pokonania tego jednego, konkretnego przeciwnika (“Strzelajcie dużo pod poprzeczkę – bramkarz u nich jest niski”). Takie podejście jest wyborem drogi na skróty – nie wygrywamy własną siłą, tylko słabością przeciwnika, a to nie jest cechą prawdziwego mistrza.

Dajmy grać wszystkim

Każdy trener, przynajmniej w głowie, prowadzi klasyfikację swoich zawodników. Nie ma nic dziwnego w tym, że w pierwszym składzie mecz rozpoczynają najlepsi, a na ławce zostają ci w danym momencie słabsi. To, co mnie jednak niepokoi w zarządzaniu zespołem podczas meczu, to zmiany. W meczach dzieci poziom umiejętności nie powinien wpływać na czas, jaki spędzają one na boisku. Niestety, regularną praktyką jest, że słabsi znacznie więcej czasu spędzają na ławce niż na boisku. W skrajnych przypadkach słabszy zawodnik w ogóle nie gra, ponieważ trener obawia się, że może coś zepsuć i pogorszyć wynik. Dzieci do pewnego wieku powinny mieć możliwość gry w podobnym wymiarze czasu, ponieważ to pozytywnie wpływa na rozwój oraz tworzenie relacji w drużynie. Drużyna jest tak dobra jak jej najsłabszy zawodnik. Podejście “wynikowe” zakładające, że lepsi grają więcej, zaburza równowagę w zespole – słabsi po pewnym czasie tracą motywację do treningu, a lepsi myślą, że mają abonament na grę i przestają rzetelnie pracować. Uważam, że powinniśmy budować drużynę i dokonywać zmian w meczach na bazie tezy, że wszyscy są równi i nie ma wśród dzieci “świętych krów”.

Trener czy pilot do sterowania?

Innym zwyczajem trenerów, których spotykam, jest sterowanie zawodnikami podczas gry. Przynosi to skutek w postaci lepszych decyzji graczy (poprawia wynik), lecz czy dobrze wpływa na ich rozwój? Czy to zasadne, że nauczyciel podczas sprawdzianu podpowiada swoim uczniom, żeby potem chwalić się, jakie to oni mają dobre oceny?

Wywieranie presji na sędziach

Kolejną sporną podczas meczów kwestią jest sędziowanie. Spotykam trenerów, którzy wzorem meczów zawodowych wywierają dużą presję na sędziach, tak żeby w kluczowych momentach zagwizdali na korzyść konkretnej drużyny. Uważam takie zachowanie za niedopuszczalne, tym bardziej że często mecze dzieci sędziuje… młodzież. Taki młody sędzia, jak każdy, kto dopiero uczy się swojego fachu, ma prawo do błędów. Trenerzy, którzy próbują to wykorzystać na swoją korzyść, według mnie są bardzo nastawieni na wynik. Zdarzyła mi się też sytuacja, że straciliśmy bramkę w ostatnich sekundach po akcji, w której zawodnik przeciwnika wyszedł z piłką za linię autową. Działo się to bardzo blisko trenera przeciwników, który nie zareagował. Po końcowym gwizdku podszedł do mnie i powiedział: “no to sędzia Cię oszukał, piłka wyszła na aut w tej ostatniej akcji”. Dla lepszego wyniku trener nie zdecydował się w tej sytuacji podpowiedzieć sędziemu, który przecież nie ma w tych meczach asystentów.

Komentowanie nieudanych zagrań dzieci

Po meczu często słyszę słowa trenera: “zagraliście świetnie, tylko szkoda, bo gdybyś Jasiu wykorzystał tamtą sytuację, to byśmy awansowali do finału…”. Ta porażka, w szerszej perspektywie, nie oznacza nic. Te słowa natomiast oznaczają, że głównym celem było zwycięstwo. Komentowanie nieudanych zagrań dzieci, szczególnie w trakcie gry, w emocjach, zdradza nastawienie trenera na wynik. Zdarza się również, że te komentarze mają formę dużo bardziej agresywną niż tu przedstawiona, ale to już chyba głębszy problem psychiczny osób, które preferują taki rodzaj wzmacniania dzieci. Owszem, zawodnicy muszą otrzymywać od trenera informacje zwrotne na temat swojej gry (w tym błędów), ale w odpowiednim czasie i nie w kontekście wyniku, tylko realizacji celów szkoleniowych, które z wynikiem często mają niewiele wspólnego.

Manifestowanie radości

Uśmiech politowania wzbudzają u mnie sytuacje, gdy 9-letnie dzieci tańczą w kółku razem z trenerem po zwycięstwie w ważnym meczu (np. derby miasta lub powiatu). Wtedy też na stronie internetowej klubu bardzo szybko pojawia się skrupulatny opis zwycięskiego meczu lub turnieju. Co ciekawe, często po porażce wynik pojawia się dopiero po kilku dniach lub w ogóle, a i na szczegóły raczej nie ma co liczyć. W książce “Siła marzeń. Tajemnice sukcesu FC Barcelona” można znaleźć takie oto słowa:

“W przypadku porażki – szacunek. W przypadku zwycięstwa – pokora. Moja rada – gdy wygrywasz, pohamuj radość, wchodząc do szatni, podaj rękę rywalowi, pogratuluj wysiłku i powiedz, że po prostu tego dnia mieliście więcej szczęścia. Bądź pokorny.”

Cwaniactwo przystoi trenerowi?

W turniejach z kolei razi mnie, gdy trener wystawiający 2 lub więcej drużyn ukrywa, która z nich jest silniejsza. Często, by trafić do łatwiejszej grupy, pod “jedynką” grają słabsi, a “dwójka” to lepsi. Proste i skuteczne w kontekście wyniku, ale czy nadaje się na zachowanie trenera szkolącego dzieci?

Zachęcam do myślenia

Nauczanie piłki nożnej nie jest tak proste jak sama gra. My, polscy trenerzy, jesteśmy często ofiarami ofiar. Wychowaliśmy się w środowisku ociekającym brakiem profesjonalizmu, korupcją i kolesiostwem. Dlatego wspaniałe jest to, że wreszcie uczymy się od prawdziwych autorytetów, czytamy i rozmawiamy ze sobą, nawet jeśli przed chwilą rywalizowaliśmy w finale rozgrywek. Zachęcam jednak, tak jak dzieci na boisku, do myślenia. Mistrzem nie zostaje się za sumę zwycięstw, pucharów i medali w wieku juniorskim. Czy ktoś wie, jakie wyniki w dzieciństwie osiągał Robert Lewandowski? Znaczenie ma tylko to, jakie wartości i umiejętności zostały mu przekazane w kolejnych latach szkolenia piłkarskiego.

Źródło: Asystent Trenera (wydanie specjalne – Dzieci)