zeszłoroczny
Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski ; Legia.com

Wraz z ostatnim gwizdkiem meczu Manchesteru z Sewillą kibic zaczyna odczuwać pewną pustkę związaną z dwutygodniową przerwą z najlepszymi rozgrywkami w Europie. Jest na to parę leków – w weekend gra Ekstraklasa, jest Liga Europy, zachodnie ligi wracają do normalności. Niby wszystko okej, ale jest pewien niedosyt, czegoś tu brakuje… I tu wchodzi ona, cała na biało – Młodzieżowa Liga Mistrzów! Co słychać u Kamila Grabary i spółki? A no dużo! Zeszłoroczny zwycięzca za burtą, a ćwierćfinały dopiero przed nami…

Cała ta radość ma również drugą stronę medalu, bowiem najlepsi młodzieżowcy w Europie również dosyć długo będą odpoczywać przed kolejnymi rywalizacjami, ale uwierzcie mi, jest na co czekać. Zostało osiem najlepszych ekip. W każdej z nich kilka przyszłych gwiazd, kilku zawodników już teraz błyszczy i tylko czeka, aż któryś z menadżerów wyciągnie po nich rękę.

Wyniki 1/8 finału:

PSG 0:1 Barcelona 
Manchester City 1:1(3-2*) Inter
Tottenham 1:1(3-1) Monaco
Porto 3:1 Salzburg 
Liverpool 2:0 Manchester United
Atletico 1:0 Basel
Bayern 2:3 Real Madryt
Chelsea 5:2 Feyenoord

*  – mecz rozstrzygnięty w rzutach karnych

Kilka naprawdę emocjonujących spotkań za nami. Zróbmy więc Highlight ze wszystkich meczów 1/8 finału Młodzieżowej Ligi UEFA!

PSG 0:1 Barcelona 

W meczu dwóch gigantów – francuskiego hegemona z wychowankami La Masii – górą była hiszpańska myśl szkoleniowa. Widoczna przewaga Blaugrany została zamieniona na gola w 64′ minucie za sprawą Abela Ruiza, gwiazdy reprezentacji Hiszpanii na ostatnich Mistrzostwach Świata U-17. PSG miało miało większe szanse pod koniec, bowiem Barcelona musiała kończyć to spotkanie w dziesiątkę, z boiska w 87′ minucie po drugiej żółtej kartce wyleciał pomocnik Barcy, Monchu.

Manchester City 1:1(3-2) Inter

W starciu niebieskiego Manchesteru z Interem Mediolan górą byli Anglicy po serii rzutów karnych. Ekipa z Philem Foden’em na czele zasługiwała na wygraną z przebiegu tego spotkania. Trafieniami popisali się Xian Emmers, ze strony City odpowiedział kapitan Lukas Nemcha z rzutu karnego, który swoją drogą nie zdołał powtórzyć tego wyczynu po 90. minucie. Obie bramki padły w pierwszej części gry i na następne czekać trzeba było aż do serii jedenastek. Presja ewidentnie zjadła młodych nieokrzesanych futbolistów, bowiem na rozstrzygnięcie musieliśmy czekać aż do siódmej serii, w której decydującego gola, jak na rasowego napastnika przystało, wbił Touaizi Zoubdi.

Tottenham 1:1(3-1) Monaco

Mimo, że wynik tego nie mówi, to mogło być naprawdę przyjemne dla widza widowisko. Łącznie 36 prób z obu stron i z tego aż 17 leciało pomiędzy słupki i poprzeczki. Gole padały w 45′ i 50′ minucie spotkania, a ich autorami byli Nabil Alioui oraz Keanan Bennetts. Działo się co niemiara, ale ostatecznie rezultat poznaliśmy dopiero po karnych. Tutaj było zdecydowanie szybciej, ponieważ tylko jedna strona wzięła sobie za punkt honoru chybianie. Tylko jednegoo z czterech możliwych karnych trafili piłkarze z Księstwa i Koguty mogły cieszyć się z awansu.

Porto 3:1 Salzburg 

Żegnamy zeszłorocznego zwycięzce. W austriacko-portugalskim starciu ujrzeliśmy mało konkretów. Dużo wzajemnego “podgryzania się”, co ostatecznie dało zwycięstwo gospodarzom. Gdy w 68′ minucie gry było 1:1 po bramce Sekou Koita’y, wydawało się, że obecni mistrzowie pójdą za ciosem, jednak Porto odpowiedziało stałym fragmentem gry, po którym do siatki trafił obrońca Smoków Diogo Leite. Austriacy próbowali jeszcze swoich sił, zapominając trochę o defensywie, co skrupulatnie na chwilę przed końcem regulaminowego czasu gry wykorzystał wprowadzony z ławki Nigeryjczyk Kuku Fidelis i tym samym ustalił wynik spotkania na 3:1.

Liverpool 2:0 Manchester United

Derby Anglii zawsze elektryzują, niezależnie od kategorii wiekowej, szczególnie, że bramki The Reds bronił polski orzeł, Kamil Grabara. Jednak kto inny był gwiazdą tej rywalizacji. Ben Woodburn, tego pana już dobrze znamy. Bramka i asysta kapitana w tak ważnym spotkaniu to kolejny powód, dla którego nie musimy się martwić o przyszłość ofensywy Liverpoolu. I to w zasadzie tyle z istotnych informacji, w związku z lekką bezradnością Czerwonych Diabłów, Grabara nie musiał się za bardzo wysilać.

Atletico 1:0 Basel

Atletico, nie w stylu pierwszego zespołu, stwarzało sobie więcej okazji podbramkowych biorąc pod uwagę całe spotkanie. Tak niski wynik obrazuję jednak nieskuteczność jaka panowała w szeregach jednych i drugich. Także ilość czasu, jaki trzeba było “wycierpieć”, żeby zobaczyć tą jedną jedyną bramkę w całym meczu. W 83′ minucie Alberto Salido, dosłownie trzy minuty po wejściu, trafił i zdobył tym samym decydującego o awansie Los Colchoneros.

Bayern 2:3 Real Madryt

Kandydat na miano najlepszego meczu drugiej rundy tych rozgrywek. Grad goli i burza emocji. W tym meczu było chyba wszystko – począwszy od pięknego gola z rzutu wolnego, czerwona kartka, obroniony rzut karny i naprawdę kilka ładnych zagrań. Z resztą, co ja będę wam opowiadał, łapcie skrót tego spotkania:

Jedyne co można dodać to fakt, że szkoda, iż takie ekipy spotkały się tak wczesną porą…

Chelsea 5:2 Feyenoord

Chelsea, która niedawno zakończyła swoją przygodą w EFL Cup, jest z pewnością głodna sukcesów. Znani już nam koledzy z pilnującym tyłów Marcinem Bułką pewnie pokonali bezradnych Holendrów. Statystyki nie kłamią, The Blues mieli dwa razy więcej groźnych ataków i już w 27 minucie było 3:1. Później za sprawą dwóch defensorów Feyenoordu było już 5:1 i Noah Lewis w ostatnim kwadransie trafił na 5:2 i tym samym zamknął wynik tego słabego dla siebie i swoich kolegów spotkania. Dla Chelsea strzelali znani nam już bohaterzy: Ampadu, Redan oraz St Clair.

Ćwierćfinały:

1. Real Madryt – Chelsea
2. Manchester City – Liverpool
3. Barcelona – Atletico
4. Tottenham – Porto

Pary ćwierćfinałowe chyba nie mogły się lepiej ułożyć. Jeżeli miałbym je uporządkować od najciekawszego, zacząłbym od numeru jeden, na drugim miejscu ex aequo znalazłyby się pary druga i trzecia, na końcu pojedynek numer cztery. Jednakże, porównując do ostatnio popularnych skoków narciarskich, byłyby to minimalne, mniejsze niż jednopunktowe różnice. W każdym razie, zacieram ręce i już nie mogę się doczekać tych pojedynków, a w finale widziałbym mecz Liverpoolu z Chelsea, i ten pojedynek dwóch polskich golkiperów. To marzenie, ale zdecydowanie nie ściętej głowy.