Młodzi Gniewni – Młodzieżowy Futbol http://mlodziezowyfutbol.pl portal informacyjny o piłce młodzieżowej Mon, 08 Jul 2019 13:06:23 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.1.1 http://mlodziezowyfutbol.pl/wp-content/uploads/2018/07/cropped-MFLOGOnew-32x32.png Młodzi Gniewni – Młodzieżowy Futbol http://mlodziezowyfutbol.pl 32 32 Bruno Mendez – namaszczony przez Tabareza http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/bruno-mendez-namaszczony-przez-tabareza/ Sat, 01 Jun 2019 12:53:58 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=20104 Reprezentacja Urugwaju U-20 w znakomitym stylu rozpoczęła swoją przygodę z mistrzostwami świata. Dzięki trzem zwycięstwom – 3:1 z Norwegią, 2:0 z Hondurasem i 2:0 z Nową Zelandią – “La Celeste” zajęli 1. miejsce w grupie C. Z ławki rezerwowych Urugwajczykami dowodzi Gustavo Ferreyra. Na boisku batutę dyrygencką przejmuje Bruno Mendez. Mendez miał 4 lata, gdy […]

Artykuł Bruno Mendez – namaszczony przez Tabareza pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Reprezentacja Urugwaju U-20 w znakomitym stylu rozpoczęła swoją przygodę z mistrzostwami świata. Dzięki trzem zwycięstwom – 3:1 z Norwegią, 2:0 z Hondurasem i 2:0 z Nową Zelandią – “La Celeste” zajęli 1. miejsce w grupie C. Z ławki rezerwowych Urugwajczykami dowodzi Gustavo Ferreyra. Na boisku batutę dyrygencką przejmuje Bruno Mendez.

Mendez miał 4 lata, gdy zasilił szeregi akademii Danubio – klubu, którego seniorzy czterokrotnie sięgali po mistrzostwo Urugwaju. W czasie gdy obecny kapitan kadry U-20 reprezentował barwy “La Franja”, był również członkiem dziecięcych kadr Urugwaju. Podobnego zaszczytu dostąpili również Nicolás Schiappacasse oraz Facundo Batista. Tego drugiego na mistrzostwach w Polsce co prawda nie ma, ale był on częścią zespołu, który w lutym podczas mistrzostw Ameryki Południowej zajął 3. premiowane awansem miejsce. Co się tyczy Schiappacasse, napastnik wypożyczy z Atletico Madryt do włoskiej Parmy, golem z Hondurasem zdążył już zaznaczyć swoją obecność na mundialu.

Nie miniemy się wobec tego z prawdą, twierdząc że tercet z Montevideo ramię w ramię kroczy w kierunku profesjonalnej kariery. Wszakże wydarzenia ostatnich miesięcy zwiastują, że już wkrótce to właśnie koszulki z nazwiskiem “Mendez” mogą robić furorę nie tylko w Ameryce Łacińskiej. Skąd ta pewność? Pewność to żadna, ale uznanie takiego autorytetu, jakim jest Oscar Taberez, nie może być dziełem przypadku.

Niespodziewana szansa

Wszystko zaczęło się w listopadzie ubiegłego roku. Na ten miesiąc reprezentacja Urugwaju miała zaplanowane dwa sparingi z rywalami z najwyższymi półki – Francją oraz Brazylią. W tamtym okresie “La Celeste” zmagali się z plagą kontuzji w formacji defensywnej. Ze względu na wszelkiej maści urazy z gry wykluczeni byli m.in. Jose Maria Gimenez, Mauricio Saracchi, a przede wszystkim Diego Godin.

MŚ U-20: KATAR POŻEGNAŁ SIĘ Z TURNIEJEM!

W obliczu niedostatków kadrowych na pozycji obrońcy powołanie otrzymał Mendez. Nie było to jednak największym zaskoczeniem. Występujący do niedawna w Wanderers Montevideo zawodnik przyjechawszy na zgrupowanie kadry, zażyczył sobie trykot z numerem “3”, tym samym, z którym normalnie zagrałby kapitan, uchodzący za lidera w talii Tabareza, Godin.

Debiut marzeń

Mendez swoim wejściem do kadry pokazał, że ma “cojones” większe niż niejeden stary wyjadacz. Na boisku nie było inaczej. 19-latek zagrał świetne zawody zarówno z Brazylią, jak i Francją i mimo dwóch porażek 0:1 został wyróżniony najpierw przez prasę, a następnie przez samego Tabareza.

“Środkowy obrońca Wanderers i kapitan kadry U-20 był jednym z najlepszych zawodników reprezentacji Urugwaju. Gra z numerem Diego Godina w niczym mu nie przeszkadzała. Mendez zagrał bez żadnej presji” – portal “El Obseravdor” po meczu z Brazylią.    

“Bruno Mendez to debiutant, jak się patrzy. Kapitan reprezentacji U-20 zaprezentował umiejętności, które wskazywałyby na to, że jest zdecydowanie bardziej doświadczony aniżeli w rzeczywistości. Ciężko poznać po nim, że znajduje się dopiero na początku swojej kariery” – kompletował Mendeza Tabarez.

“El Maestro” w swoim żywiole

Powołanie dla Mendeza nie było dziełem przypadku. Tabarez, jakoby nie zważając na swoje lata, niezależenie od grupy wiekowej, wciąż bacznie obserwuje zawodników, którzy pojawią się na zgrupowaniach reprezentacyjnych. Nazwisko Bruno Mendeza już od jakiegoś czas znajdowało się w notesie 72-letniego selekcjonera.

Tabarez to trener starej daty, jednak jego metody budzą podziw, a także szacunek. “El Maestro” potrafi dotrzeć do zawodników z każdego pokolenia, a całokształt jego pracy tworzy obraz człowieka idealnie skrojonego do tej roboty, uosabiającego wszystkie cechy, które pomagają kształtować zawodników. Niewątpliwie okazało się to pomocne dla Bruno Mendeza. “Kiedy go słuchasz, zaczynasz rozumieć, że on faktycznie wszystkich zna i wie, w jaki sposób ustawić ich na boisku. Fakt, że jest człowiekiem budzącym zaufanie, pozwolił mi odnaleźć wewnętrzny spokój” – przyznał 19-letni obrońca.

Materiał na Pana Piłkarza

W osobie Bruno Mendeza Urugwajczycy mogą upatrywać kolejnego świetnego defensora. 19-latek jest dojrzały, emanuje pewnością siebie, co pozwala mu dyrygować zespołem od pierwszej do ostatniej minuty. To urodzony kapitan. “Bruno jest pozytywnym liderem. Odkąd pamiętam miał posłuch u ludzi, nawet przed tym, jak przejął rolę kapitana” – opowiada przyjaciel Mendeza Martin Correa. Atutem młodego Urugwajczyka jest również wszechstronność. W razie potrzeby Mendez może bowiem zagrać na prawej stronie defensywy.

Chcąc zwrócić uwagę na jakikolwiek mankament w jego grze, należałoby zatrzymać się przy grze głową. Ciężko jednak powiedzieć, czy jest to niedoskonałość, którą można wymazać z jego repertuaru. 184 centymetry wzrostu nieco ograniczają Urugwajczyka. Jeśli jednak wszystko inne pozostanie w rękach i nogach 19-latka, to zwolennicy jego talentu mogą spać spokojnie. Méndez nie jest typem człowieka, który ma zamiar osiąść na laurach. “Chcę dalej się rozwijać” – zadeklarował po podpisaniu pod koniec lutego tego roku kontraktu z brazylijskim Corinthians. Mendez dał tym samym do zrozumienia, że szalony okres w jego karierze nie zamieszał mu w głowie. Wspinaczka na piłkarskich szczyt dopiero się rozpoczęła.

Artykuł Bruno Mendez – namaszczony przez Tabareza pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Adolfo Gaich – argentyńska wieża z San Lorenzo http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/adolfo-gaich-wieza-san-lorenzo/ Sat, 25 May 2019 22:31:56 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=17074 Zwany przez kibiców “El Genocida del gol” ze względu na imię, które nosi. Ten bezwzględny pseudonim nie wziął się znikąd i mimo wydźwięku pozostawia jedynie pozytywnie odczucia. Adolfo to typ piłkarza, który o status gwiazdy nie walczył, bo zwykle ten tytuł przypadał na któregoś z partnerów w drużynie. Bez wykreowanego image’u, burzliwego temperamentu, czy zbędnych […]

Artykuł Adolfo Gaich – argentyńska wieża z San Lorenzo pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Zwany przez kibiców “El Genocida del gol” ze względu na imię, które nosi. Ten bezwzględny pseudonim nie wziął się znikąd i mimo wydźwięku pozostawia jedynie pozytywnie odczucia.

Adolfo to typ piłkarza, który o status gwiazdy nie walczył, bo zwykle ten tytuł przypadał na któregoś z partnerów w drużynie. Bez wykreowanego image’u, burzliwego temperamentu, czy zbędnych popisów technicznych w celu przypodobania się publice. A na jej brak narzekać nie może mimo warunków fizycznych. Niemniej jednak, gdy wybiega na murawę, zawsze zaznacza swoją obecność.

Adolfo Gaich swoją karierę rozpoczął w niewielkim klubie Atlético UNIÓN Bengolea. Sytuacja wyglądała na tyle niekorzystnie, że ilość przyjmowanych zawodników na testy piłkarskie znacząco przekraczała ilość otrzymywanych szans na zaprezentowanie swoich umiejętności. Gaich zaczął szukać swojego azylu w zespołach regionalnych. Niewiele by zabrakło, a Argentyńczyk do piłkarskiego świadka nigdy by nie trafił. Za sprawą dziadka, Adolfo zgłosił się na otwarty trening jednej z klasowych drużyn w swoim regionie – San Lorenzo. Tam gdzie inni w młodym napastniku nie widzieli krzty talentu – skauci “El Ciclon” zauważyli o wiele więcej. Do tej pory na Adolfo patrzono przez pryzmat charakterystyki typowych argentyńskich napastników (czyt. Messi, Aguero), co przy wzroście mierzącym 190 centymetrów łatwo zaburzało światopogląd.

16-LETNI FENOMEN Z PORTUGALII? – ZOBACZ TUTAJ!

Rosły, silny, cechujący się potężnym uderzeniem, świetnie grający tyłem do bramki… wymieniać można długo. Wystarczy jednak jedno słowo – konsekwentny.

Po przejściu do San Lorenzo kariera nastolatka ruszyła z kopyta i już w 2016 roku świętował swój pierwszy tytuł mistrzowski szóstej ligi. Na włączenie do pierwszej drużyny przyszło mu jeszcze poczekać do 2018 roku. Adolfo w sierpniu oficjalnie zadebiutował w pierwszym zespole, a zaledwie miesiąc później po raz pierwszy pojawił się w wyjściowym składzie. Tego dnia Argentyńczyk uradował kibiców swoim pierwszym trafieniem.

“Ostatni będą pierwszymi”

Gaich na tegoroczne mistrzostwa Ameryki Południowej pojechał w roli trzeciego napastnika “Albiceleste”. Mimo że zadebiutował już w lipcu 2018 roku w wysoko wgranym meczu z Wenezuelą (zdobył wtedy bramkę), to na prawdziwy sprawdzian czekał do stycznia. Na turniej Sudamericano U-20 rozgrywany w Chile.

Argentyńczycy zaczęli od niespodziewanego remisu z Paragwajem. W zasadzie, jeśli ktoś śledził sytuację “Albiceleste” przed turniejem, to podział punktów w pierwszym meczu nie powinien dziwić. Wszakże obecny selekcjoner Fernando Batista przejął zespół na miesiąc przed turniejem. Poprawy nie było z Ekwadorem (późniejszy mistrz), bo choć stracili tylko jedną bramkę, to sami żadnej nie strzelili. Szkoleniowiec musiał poszukać innego rozwiązania, tym okazał się między innymi Gaich.

Adolfo w trzecim meczu z Urugwajem po raz pierwszy pojawił się w wyjściowym składzie. 20-latek na murawie zastąpił Maxi Romero, którego wcześniej zmieniał na kilka, kilkanaście minut przed końcem meczu. Mimo że Gaich bramki nie zdobył, to Argentyna sięgnęła po pierwszy komplet punktów w Chile. Ze względu na potknięcia wyżej wspomnianego Urugwaju i Ekwadoru, ta wygrana była kluczem do awansu do drabinki pucharowej.

Pora wrzucić wyższy bieg

Adolfo Gaich od pierwszych minut zagrał jeszcze w meczu z Kolumbią, jednak na eksplozję fenomenu 20-latka poczekaliśmy do starcia z Wenezuelą. Gracz San Lorenzo tym razem z przodu osamotniony, na szpicy.

Po pierwszej części meczu wydawało się, iż mimo niewielkiej przewagi ze strony “Albiceleste” o wyniku może przesądzić jedna akcja. Mamy 59. minutę meczu. Do wysoko zawieszonej piłki przez Medinę pierwszy dopada Gaich i wygrywając walkę o pozycję, oddaje skuteczny strzał na bramkę. Mija pięć minut i Adolfo raz jeszcze pokonuje bramkarza przyjezdnych, lecz tym razem po uderzeniu głową. Na klamrę, zamykającą ten świetny występ, poczekaliśmy do ostatniej fazy meczu. Tym razem Argentyńczyk popisał się niebywałą dynamiką, wybiegając za plecy defensorów i kompletując hattricka. Gaich zniszczył finalistę ubiegłego mundialu w pół godziny.

Po awans na mundial

20-letni napastnik miejsca w składzie “Albiceleste” nie oddał już do końca turnieju. W meczu z Urugwajem wywalczyli awans na mundial w Polsce, a z Brazylią mogli przypieczętować mistrzostwo kontynentu. Choć pierwszy cel udało się zrealizować, to na drodze do drugiego stanęła Brazylia.

“El Bocha”, jak nazywany jest Batista udowodnił, że spore zmiany nie potrzebują miesięcy na stabilizację. Chociaż ciężko Argentynę uznać za wzór, to praca nie poszła w las. Turniej w Ameryce Południowej był również szansą dla poszczególnych zawodników, w tym Adolfo Gaicha.

Na miesiąc przed mistrzostwami podczas jednego z ligowych meczów na trybunach zasiedli przedstawiciele włoskiego Lazio. Argentyńczyk już wtedy został wpisany na listę “towaru eksportowego”. Jak podaje FCIN grono zainteresowanych po Sudamericano U-20 zasilił Inter Mediolan i Liverpool. Ze względu na dość niską klauzulę, wynoszącą zaledwie 15 milionów dolarów Gaich jest łakomym kąskiem dla europejskich gigantów.

Autor: Michał Kwieciński

Artykuł Adolfo Gaich – argentyńska wieża z San Lorenzo pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
16-latek zastępcą Jao Felixa? http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/felietony/fabio-silva-portugalski-fenomen/ Wed, 15 May 2019 14:12:36 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=19754 Benfica znalazła zastępstwo, jeśli Felix opuści Lizbonę. Na celowniku fenomenalny 16-latek z FC Porto – Fábio Silva. Zaledwie rok temu 18-letni Jao Felix swoją grą zaczął przyciągać największe kluby świata, mimo że nawet nie zagrał w pierwszym zespole Benfiki. Młody Portugalczyk, który w 2016 roku zachwycał na boiskach Ligi Młodzieżowej UEFA, na co dzień grał […]

Artykuł 16-latek zastępcą Jao Felixa? pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Benfica znalazła zastępstwo, jeśli Felix opuści Lizbonę. Na celowniku fenomenalny 16-latek z FC Porto – Fábio Silva.

Zaledwie rok temu 18-letni Jao Felix swoją grą zaczął przyciągać największe kluby świata, mimo że nawet nie zagrał w pierwszym zespole Benfiki. Młody Portugalczyk, który w 2016 roku zachwycał na boiskach Ligi Młodzieżowej UEFA, na co dzień grał w zespole rezerw. Natomiast już jako 17-latek miał na koncie występ w reprezentacji do lat 21. Po 168 minutach w narodowych barwach – również debiutancką bramkę.

Błyskawiczny rozwój nastolatka sprawił, że dzisiaj Felix w kontrakcie ma zawartą klauzulę wynoszącą 120 milionów euro. Mimo to kolejka po 19-latka z dnia na dzień wydaje się coraz dłuższa.

Nowy Felix? A może kolejny następca Cristiano Ronaldo?

Jak to zwykle bywa w piłkarskim świadku, nie trudno wyzbyć się porównań. Rozwój, ale i momentalny błysk Jao Felixa pokazał, iż Portugalczycy na deficyt w ofensywie wcale nie będą musieli długo czekać. Na horyzoncie już pojawił się kolejny diament z Benfiki… a może Porto?

Tak jak w przypadku Jao, który został skreślony przez “Smoków” i trafił do stolicy, tak i Silva zaliczył epizod w obu klubach. W 2015 roku opuścił Porto na rzecz Benfiki, ale już po dwóch latach wrócił na “stare śmieci”.

Syn Jorge Silvy (były reprezentant kraju) rzeczywiście ma coś w sobie z Ronaldo – pracowitość. Chwalony za niesamowitą technikę, czy spokój, którym emanuje podczas meczu. Choć Fábio Silva trochę odbiega od klasycznego numeru dziewięć, to na problemy w jedenastce rywala narzekać nie może. Wchodząc z głębi pola strzela jak natchniony. W obecnym sezonie w lidze po 26 meczach strzelił… 26 bramek! Fantastyczne liczby na krajowych boiskach potwierdza również w Lidze Młodzieżowej UEFA. W tegorocznej edycji rozgrywek ustrzelił pięć bramek i zanotował cztery asysty w dziewięciu meczach. FC Porto zdobyło tytuł, a Silva stał się ulubieńcem trybun.

Przeszłość kształtuje, przyszłość wybiera

Fábio Silva zaczynał karierę bliżej linii pomocy, a nawet i obrony. Dzięki temu element kontroli piłki wyćwiczył jak mało który napastnik. Ciężka, nieustanna praca na treningach, ale i poza sprawiła, że szybko przesunięto go do ataku. Warunki fizyczne (185 centymetrów wzrostu) tylko mu w tym pomogły.

W obecnym sezonie Juniores A (rozgrywki ligowe U-19) już inauguracyjny mecz z Vitórią Guimaraes był pierwszym, w którym wpisał się na listę strzelców. Miesiąc później na koncie miał sześć goli. Mimo fenomenalnej dyspozycji w pierwszym zespole jeszcze nie zadebiutował. Powód? Klub liczy, że grą w drużynie U-19 będzie podwyższał poprzeczkę starszym kolegom. Tym samym ci powinni na tym skorzystać.

Porto musi jednak uważać, by bierność w kontekście utrzymania Silvy nie odbiła się czkawką. 16-latek ze “Smokami” związany jest do 2021 roku klauzulą w wysokości 10 milionów euro. W 2020 roku suma wzrośnie o kolejne 40. Mimo że o przyszłość nie powinien się martwić, to niekoniecznie musi dotyczyć Estádio do Dragao.

Do walki o Portugalczyka włączyły się niemieckie marki – Borussia Dortmund, RB Lipsk, Bayern Monachium i Schalke 04. Dodatkowo zainteresowanie wyraziły również kluby francuskie, czy w ostatnim czasie wspomniana Benfica. Rodzina nastolatka nie ma zamiaru za wszelką cenę zatrzymać go przy sobie, w kraju. Inwestycja również wydaje się bezstratna. Wychodzi na to, iż albo FC Porto zaoferuje Fábio bajeczny kontrakt, albo przyszły sezon prawdopodobnie rozegra w koszulce z innym herbem.

Autor: Michał Kwieciński

Artykuł 16-latek zastępcą Jao Felixa? pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Declan Rice – młody weteran http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/declan-rice-mlody-weteran/ http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/declan-rice-mlody-weteran/#comments Sat, 09 Mar 2019 14:00:20 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=17557 W pierwszej drużynie West Hamu zadebiutował już 2 sezony temu. Od tamtej pory nie znalazł się żaden piłkarz, który mógłby zagrozić mocnej pozycji 20-latka. Po drugiej stronie barykady Choć teraz defensywny pomocnik gra dla “Młotów”, to pierwsze piłkarskie kroki stawiał w innym londyńskim klubie. To w akademii Chelsea 20-latek rozwinął się na tyle, aby inny […]

Artykuł Declan Rice – młody weteran pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
W pierwszej drużynie West Hamu zadebiutował już 2 sezony temu. Od tamtej pory nie znalazł się żaden piłkarz, który mógłby zagrozić mocnej pozycji 20-latka.

Po drugiej stronie barykady

Choć teraz defensywny pomocnik gra dla “Młotów”, to pierwsze piłkarskie kroki stawiał w innym londyńskim klubie. To w akademii Chelsea 20-latek rozwinął się na tyle, aby inny klub mógł go pozyskać. Jak się okazało, nie była potrzebna przeprowadzka o setki kilometrów. Rice zaczął trenować kilka dzielnic dalej. W wywiadzie dla Evening Standard wspomina jednak, że mógł trafić do kompletnie innej drużyny ze stolicy Anglii: “Zainteresowanie wyrażało kilka klubów, ale w grę wchodziły tylko Fulham i West Ham. W planach były sześciotygodniowe testy, ale już w trzecim tygodniu podpisałem kontrakt z West Hamem. Fulham byłoby zapewne wygodniejszą opcją, wówczas z domu na trening miałbym tylko kilka minut. Drużyna West Hamu U-14 była jednak bardzo silna, prawdopodobnie najlepsza w kraju.”

ZMIANY W CLJ U-18, CO SĄDZĄ TRENERZY? PRZEKONAJ SIĘ TUTAJ!

Nieustępliwość

– Pragnąłem tego wyzwania. Musiałem wyprowadzić się z domu już w wieku 14 lat, aby przez 3 lata mieszkać w klubowym internacie w Romford. Z rodzicami widywałem się tylko dwa razy w tygodniu. Na początku było bardzo ciężko. Tęskniłem za domem, ale wytrzymałem i opłaciło się – czytamy w dalszej części wywiadu. W drodze po marzenia zawodnik “Młotów” duże wsparcie otrzymał od swojego ojca. Rice wspomina czasy, gdy razem z tatą siedzieli w samochodzie i rozmawiali o przyszłości młodego chłopaka. Ojciec udzielał mu cennych wskazówek, motywował go, a Declan uważnie słuchał. Podziwiał swoich rodziców, był nieustępliwy tak jak oni. I było warto.

John Terry i czas debiutu

Jako kapitan drużyny U23, został błyskawicznie włączony do kadry pierwszego zespołu przez trenera Slavena Bilica. Zadebiutował w maju 2017 roku, w wyjazdowym spotkaniu z Burnley. Wszedł z ławki na minutę. Był to impuls do dalszej pracy – i tak w następnym sezonie został podstawowym graczem “Młotów”. Nie zmieniło się to do dzisiaj, albowiem Rice stanowi kręgosłup ekipy z Londynu. Na początku tego roku został wybrany najlepszym młodym zawodnikiem na gali The London Football Awards. Jak sam wspomina, nie byłoby go w tym miejscu, gdyby nie pewna ikona jego macierzystego klubu: ” – John Terry był bardzo pomocny, kiedy byłem jeszcze w Chelsea. Bywaliśmy wtedy w budynku pierwszej drużyny, a jako że byłem energicznym dzieciakiem, dobrze się z nim dogadałem. Jak już odszedłem, wpadliśmy na siebie w Kingston, a on nie wiedział, że klub mnie wypuścił. Tego samego wieczoru dostałem od niego wiadomość, chciał ze mną porozmawiać. Kilka dni później gadaliśmy przez telefon jakieś pół godziny, JT był mega pozytywny. Ciągle mówił: ‘Rób wszystko, aby być najlepszym. Nigdy się nie zatrzymuj.’ Jest moim idolem. ”

Rice
Reuters/Peter Cziborra

Barwy narodowe

To temat, który chyba działa na 20-latka jak płachta na byka. Rice był ważną postacią w młodzieżowych reprezentacjach Irlandii, zadebiutował również w kadrze seniorskiej. Jednak trzy tygodnie temu podjął kontrowersyjną decyzję. Złożył bowiem wniosek do FIFA o możliwość reprezentowania… Anglii. Swój wybór uzasadnił za pośrednictwem mediów społecznościowych: “Ostatecznie to osobista decyzja, którą podjąłem z sercem i głową, w oparciu o to, co uważam za najlepsze dla mojej przyszłości. W pełni zgadzam się, że niektórzy irlandzcy fani będą rozczarowani moją decyzją i że każdy ma inne zdanie na temat zasad dotyczących reprezentacji międzynarodowej. Mam jednak nadzieję, że ludzie zrozumieją, że podjąłem tę decyzję w oparciu o rzetelność, uczciwość i pełne wsparcie mojej rodziny. Moja duma z noszenia irlandzkiej koszuli była zawsze w stu procentach prawdziwa. To był zatem wielki zaszczyt dla mnie i mojej rodziny, i coś, co zawsze będę kochać”.

Ciekawa postać z ciekawą przyszłością. Na młodego Anglika oko zawiesił podobno sam Pep Guardiola, który non stop chce oliwić swoją maszynę z Manchesteru. Declan Rice byłby zastrzykiem świeżej krwi, ale na razie gra dla West Hamu, co wychodzi mu zresztą wyśmienicie. Jest ulubieńcem kibiców, a na Stadionie Olimpijskim czuje się szczęśliwy. Czego chcieć więcej?  

Artykuł Declan Rice – młody weteran pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/declan-rice-mlody-weteran/feed/ 1
Był Liverpool, teraz czas na Monachium! Kim jest Oliwier Zych? http://mlodziezowyfutbol.pl/featured/kim-jest-oliwier-zych/ Thu, 31 Jan 2019 12:05:33 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=16678 Od lat reprezentacja Polski nie ma problemów z obsadzeniem pozycji bramkarza. Wygląda na to, że przyszłość nie przyniesie w tej materii nic nowego. Wszystko za sprawą utalentowanego pokolenia, do którego bez dwóch zdań należy Oliwier Zych. Słowem wprowadzenia, Zych to zaledwie 14-letni golkiper, obecnie reprezentujący barwy Zagłębia Lubin. Szeregi “Miedziowych” zasilił w lipcu minionego roku, kiedy […]

Artykuł Był Liverpool, teraz czas na Monachium! Kim jest Oliwier Zych? pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Od lat reprezentacja Polski nie ma problemów z obsadzeniem pozycji bramkarza. Wygląda na to, że przyszłość nie przyniesie w tej materii nic nowego. Wszystko za sprawą utalentowanego pokolenia, do którego bez dwóch zdań należy Oliwier Zych.

Słowem wprowadzenia, Zych to zaledwie 14-letni golkiper, obecnie reprezentujący barwy Zagłębia Lubin. Szeregi “Miedziowych” zasilił w lipcu minionego roku, kiedy to przeniósł się na Dolny Śląsk z Pomorza, gdzie rozwijał się pod czujnym okiem trenerów SI Arki Gdynia.

Kulisy transferu w rozmowie z MF zdradził koordynator bramkarzy Załgębia Izaak Stachowicz: “Zaprosiliśmy go na obóz, który organizowaliśmy latem. Chcieliśmy mu pokazać mniej więcej, jak się pracuje z bramkarzami w Zagłębiu. Po tygodniu tego campu bramkarskiego widocznie zrobiliśmy na nim bardzo dobre wrażenie. Pojawił się temat zmiany klubu na polski, zainteresowanie ze strony “Oliego” i jego mamy. Następnie kluby przystąpiły do zrealizowania formalności”. 

Swoją decyzję o zmianie klubu tłumaczył również sam Zych: “Zdecydowałem się dołączyć do Zagłębia przez to, że mają najlepsze szkolenie bramkarzy w kraju, a ich infrastruktura mówi sama za siebie. Teraz jestem w bardzo dobrym wieku na naukę nowych rzeczy, a na pewno dużo wyniosę z tego klubu”.

Gra ze starszymi? Żaden problem!

Rozwój Zycha przebiega pomyślnie, o czym świadczy jego pozycja nie tylko w klubie, ale w szerzej pojętej piłce. Zacznijmy jednak od naszego krajowego podwórka. Mimo zaledwie 14 lat na karku, “Oli”, jak nazywają go w Zagłębiu, zdążył już zadebiutować w Centralnej Lidze Juniorów U-17, gdzie jesienią rozegrał cztery spotkania. Mało tego! Zych siedział na ławce CLJ U-18, a sesje treningowe odbywa ze zdecydowanie bardziej doświadczonymi kolegami.

KOLEJNY POLAK W LEEDS! KLIKNIJ I SPRAWDŹ, KTO ZASILIŁ ZESPÓŁ LIDERA ANGIELSKIEJ CHAMPIONSHIP!

“Oliwier jest w grupie najstarszej, z bramkarzami, którzy grają w U-21 (rezerwy – przyp. red.) i w CLJ U-18, więc z chłopakami starszymi. Znajduje się również w grupie chłopców, którzy będą chodzić na treningi pierwszej drużyny”– zdradza Izaak Stachowicz.

Pod lupą europejskich potentatów

Nieśmiałe kroki w kierunku pierwszego zespołu zaledwie 14-letniego chłopaka nie mogły przejść bez echa w pozostałych częściach piłkarskiej Europy. Wszakże należy pamiętać, że Zych dał o sobie znać jeszcze przed przyjściem do klubu z Lubina.

Pod koniec 2017 roku, zaledwie sześć miesięcy po skorzystaniu z zaproszenia na treningi Cardiff City, Zych trafił na testy do jednego z najbardziej utytułowanych angielskich klubów – Liverpoolu. W mieście Beatlesów wychowanek Arki odbył nawet sesję treningową z drużyną U-19, a także poznał Johna Achterberga, który pełni funkcję trenera bramkarzy pierwszego zespołu. Co ciekawe, jeden z najbliższych współpracowników Jurgena Kloppa, wciąż bacznie monitoruje rozwój młodego Polaka. Trenerzy Zagłębia pozostają z nim w stałym kontakcie.

O tym, jaką markę zdążył już sobie wyrobić Zych, świadczy sytuacja sprzed kilku miesięcy z udziałem kolejnego angielskiego zespołu. “Szefowie Southampton wraz z trenerami bramkarzy przyjechali do Lubina na szkolenie. Mimo że “Oli” nie trenował, bo rozchorował się w poprzednią noc, to i tak było zainteresowanie z ich strony. Słyszeli o nim, co pokazuje, że nazwisko Oliwiera nie jest anonimowe nie tylko w Polsce, ale również w Europie”– opowiada Stachowicz.

Kierunek Bawaria

Nie da się ukryć, że wymienione przed chwilą zespoły z Wysp Brytyjskich, nie były jedynymi, które, jak do tej pory, zainteresowały się sylwetką młodego bramkarza. Potwierdza to sam Stachowicz, a także wydarzenia pierwszych tygodni nowego roku kalendarzowego.

“Nie są to jedyne kluby, które go obserwują. Zainteresowanie jest nim bardzo duże w Europie, dlatego cieszymy się, że jest u nas. Fajnie, że bramkarz od nas jedzie do takiego klubu, jak Bayern Monachium. To naprawdę duże wyróżnienie” – komentuje Stachowicz, potwierdzając jednocześnie, że Zych uda się wkrótce na testy do Bawarii. Odbędą się one w dniach od 3 do 6 lutego. Będzie to zwieńczenie kilkumiesięcznej obserwacji Polaka przez skautów FCB.

“Chcę wynieść z tego wyjazdu, jak najwięcej nauki i zapoznać się z niemiecką piłką. Nie będę ukrywał – ambicje mam dosyć duże” – podsumował w rozmowie z MF, mierzący ponad 190 cm, Zych.

Artykuł Był Liverpool, teraz czas na Monachium! Kim jest Oliwier Zych? pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Diament ze wschodu – Oleksandr Yatsenko http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/diament-ze-wschodu-oleksandr-yatsenko/ Sat, 05 Jan 2019 18:45:50 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=16029 Centralna Liga Juniorów, co zrozumiałe, od lat jest zdominowana przez Polaków. Wszakże na boiskach, popularnych wśród sympatyków młodzieżowej piłki rozgrywek, pojawiają się również obcokrajowcy. Jednym z nich jest zawodnik warszawskiej Escoli – Oleksandr Yatsenko.  Historia Ukraińca odbiega jednak znacząco od kanonów, które postrzega się jako normalne. Yatsenko nie przeprowadził się do Polski wraz z rodzicami […]

Artykuł Diament ze wschodu – Oleksandr Yatsenko pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Centralna Liga Juniorów, co zrozumiałe, od lat jest zdominowana przez Polaków. Wszakże na boiskach, popularnych wśród sympatyków młodzieżowej piłki rozgrywek, pojawiają się również obcokrajowcy. Jednym z nich jest zawodnik warszawskiej Escoli – Oleksandr Yatsenko. 

Historia Ukraińca odbiega jednak znacząco od kanonów, które postrzega się jako normalne. Yatsenko nie przeprowadził się do Polski wraz z rodzicami w poszukiwaniu lepszego życia, co w przypadku imigrantów zza naszej wschodniej granicy bywa często powtarzającym się schematem. W tym wypadku było zupełnie inaczej.

W 2014 rok na turniej do Odessy pojechał zespół SMS-u Kraków. W starciu z jedną miejscowych drużyn polska ekipa przegrała aż 1:4, a wszystkie cztery bramki zdobył nie kto inny, jak właśnie Yatsenko. Jedna z wyżej postawionych osób, która wybrała się wówczas nad Morze Czarne, zwróciła uwagę na młodego Ukraińca. Padła propozycja przyjazdu, na którą sam zawodnik przystał. Pozostało mu jedynie przekonać do pomysłu rodziców, co udało się po trzech miesiącach.

W taki sposób przybysz z Ukrainy trafił do Krakowa, gdzie uczęszczał do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Los chciał, że większość zawodników na turnieju w Odessie na co dzień reprezentowała barwy Cracovii. Dlatego Yatsenko relatywnie szybko związał się silniejszymi więzami z Pasami. Ludzie odpowiedzialni za szkolenie młodzieży przy ulicy Józefa Kałuży zapewniali młodego piłkarza, że załatwią pozwolenie na grę w Polsce. Na zapewnieniach się jednak skończyło.

Ukraiński gwiazdor w małopolskich Myślenicach 

W wyniku takiego, a nie innego obrotu spraw Yatsenko, już z rodzicami, przeniósł się w 2016 roku do Myślenic, gdzie reprezentował barwy miejscowego Orła. Ukrainiec z marszu stał się gwiazdą 1 ligi juniorów młodszych w Małopolsce. Jak sam przyznaje, do dziś jest dozgonnie wdzięczny prezesowi myślenickiego klubu Wojciechowi Cichoniowi za otrzymaną szansę. Należy wszakże podkreślić, że Yatsenko odwdzięczył się pięknym za nadobne. We wrześniu, zaledwie kilka miesięcy po przyjściu do nowego zespołu, być może po raz pierwszy, ale na pewno nie po raz ostatni dał się poznać jako zawodnik o ponadprzeciętnych umiejętnościach.

#PLEBISCYTMF WKROCZYŁ W DECYDUJĄCĄ FAZĘ! ODDAJ SWÓJ GŁOS W WIELKIM FINALE! 

W wygranej 6:3 ligowej potyczce z Górnikiem Wieliczka Yatsenko zdobył pięć bramek i właściwie w pojedynkę wywalczył dla swojej drużyny trzy punkty. “Jasną sprawą jest to, że na wynik pracuje cały zespół i tak było w ekipie Orła, ale jestem przekonany, że gdyby nie “Sasza”, który zwyczajnie robił ogromną różnicę na boisku – bylibyśmy w stanie pokonać Orła” – komentował wówczas trener Górnika Piotr Pasternak.

Małopolskie “brudy” w Wielkopolsce 

Fantastyczna postawa na szczeblu regionalnym przykuła uwagę największych graczy na rynku piłkarskim w kraju nad Wisłą. I tak Yatsenko trafił na testy do poznańskiego Lecha. Wszystko przebiegało zgodnie z założonym planem. “Sasza” swoim piłkarskim repertuarem szybko przekonał do siebie trenerów Kolejorza. Jednak przy Bułgarskiej zorientowano się, że zgłoszenie Yatsenki do jakichkolwiek rozgrywek jest niemożliwe. Wedle bardzo dużego prawdopodobieństwa Orzeł Myślenice zgłosił Ukraińca nie do końca legalnie. Efekt był taki, że o występach w koszulce Lecha Yatsenko musiał jak najszybciej zapomnieć.

Do Warszawy przez Poznań

Oleksandr nie porzucił jednak marzeń o wypłynięciu na szerokie wody. Po gorzkiej pigułce, którą trzeba było przełknąć w Poznaniu, Ukrainiec wrócił na moment do Myślenic, tylko po to, aby zaraz wyruszyć w kierunku Warszawy. Eskapada do kolejnego miasta, które można w Polsce utożsamić z poważną piłką, ku uciesze samego Yatsenki, zakończyła się zgoła odmiennie aniżeli poprzednia. Wraz z początkiem 2017 roku, występujący na pozycji numer “10” zawodnik, został piłkarzem Escoli Warszawa.

Ukrainiec możliwość przenosin do stolicy w dużej mierze zawdzięcza prezesowi Escoli. Wiesław Wilczyński zadbał o każdy szczegół i dwa miesiące po pierwszym spotkaniu z Yatsenką całkowicie legalnie zgłosił go do rozgrywek.

Yatsenko
Magdalena Cieślak (na zdjęciu Oleksandr Yatsenko)

“Sasza” w barwach Escoli nie zwolnił tempa. 18-latek w zeszłym sezonie razem z zespołem juniorów starszych wywalczył awans do CLJ. Jesienią w popularnych wśród sympatyków młodzieżowej piłki rozgrywkach rozegrał 6 meczów, w których zanotował 3 trafienia. Tak niewielka liczba spotkań wynikała po pierwsze z tego, że Yatsenko jest obcokrajowcem, a po drugie z urodzenia w 2000 roku. Reforma CLJ, która weszła od tego sezonu w życie, dopuszcza obecność w pierwszym składzie jednej z drużyn tylko czterech graczy właśnie z tego rocznika. Wobec tego Yatsenko był poniekąd zmuszony do gry w seniorach Escoli, występujących na co dzień w okręgówce.

Czas na kolejny krok 

Mimo to były zawodnika Orła Myślenice po raz kolejny zdołał pokazać się z naprawdę dobrej strony i zwrócić na siebie uwagę. Doskonałe umiejętności młodego Ukraińca potwierdza trener juniorów starszych Escoli Marek Brzozowski: “(Oleksandr – przyp. red.) to zawodnik technicznie kompletny, bardzo mocny indywidualnie, dobrze zbudowany. Znakomicie odnajduje się w grze kombinacyjnej – prawa, lewa noga. Piłkarsko, fizycznie to bardzo mocny chłopak. Jak do nas przyszedł, robił sporą różnicę“.

Oczywiście, w grze Yatsenki wciąż można znaleźć co najmniej kilka mankamentów. “Olek lubi nadużywać dryblingu. Musi nad tym pracować. Gdy się za bardzo rozluźni, pojawiają się problemy z taktyką i sporo strat” – komentuje w rozmowie z MF trener Brzozowski. Niemniej jednak w tej chwili Yatsenko jest już ukierunkowany na grę w zespole, który znacząco zbliżyłby go do świata profesjonalnej piłki.

Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że Yatsenko zimę wykorzysta na poszukiwanie nowej drużyny. Escola nie będzie chciała siłą zatrzymać utalentowanego Ukraińca. Przeciwnie, Warszawiacy słyną z promowania piłkarzy, czego następstwem jest zazwyczaj przejście do klubu, który umożliwi zawodnikowi dalszy rozwój. Jak udało nam się dowiedzieć, Yatsenko ma pojechać na obóz przygotowawczy z II-ligowym Widzewem Łódź. Co prawda, informacji nie potwierdził prezes Escoli Wiesław Wilczyński, jednak bez dwóch zdań należy uwzględnić RTS jako potencjalnego pracodawcę 18-latka. Szanse na transfer zależą w dużej mierze od tego, ile lat szkolenia w Polsce zostanie policzone Yatsence. Sytuacja nie jest jasna ze względu na przywołane wcześniej problemy piłkarskiego przybysza ze wschodu z pozwoleniem na grę. Jeśli zostanie uznany jego rzeczywisty staż na boiskach w naszym kraju, to w kolejce po podpis ukraińskiego piłkarza powinno ustawić się nawet kilka znanych szerszej publiczności klubów.

Artykuł Diament ze wschodu – Oleksandr Yatsenko pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Jadon Sancho – Kot, który wyskoczył z angielskiego worka http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/jadon-sancho-kot-z-worka/ Thu, 18 Oct 2018 19:30:36 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=13190 Dwa lata temu piłkarski świat dziwił się, jak Manchester City mógł pozbyć się jednego z największych talentów brytyjskiego futbolu w XXI wieku. Dziś ponad 700 dni później obserwując wyczyny młodego Jadona nadal nie można nadziwić się, jakim cudem Pep Guardiola wypuścił z Manchesteru taką perełkę. Choć w angielskim systemie wychowywał się ponad dekadę, nie zdążył […]

Artykuł Jadon Sancho – Kot, który wyskoczył z angielskiego worka pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Dwa lata temu piłkarski świat dziwił się, jak Manchester City mógł pozbyć się jednego z największych talentów brytyjskiego futbolu w XXI wieku. Dziś ponad 700 dni później obserwując wyczyny młodego Jadona nadal nie można nadziwić się, jakim cudem Pep Guardiola wypuścił z Manchesteru taką perełkę.

Choć w angielskim systemie wychowywał się ponad dekadę, nie zdążył zadebiutować nawet w Pucharze Anglii czy Carabao Cup. Jadon Sancho wydaje się zwyczajnie utalentowanym i obiecującym nastolatkiem. Na tle młodzieżówki Manchesteru City przegrał przecież rywalizację z Philem Fodenem, a więc 18-latkiem, który w tym sezonie rozegrał 30 minut w Premier League. Być może mógł zostać, odejść na wypożyczenie do niższych lig lub zadowolić się trenowaniem z pierwszym zespołem. W wieku osiemnastu lat to wcale nie najgorsze alternatywy. Jednak wychowanek Watfordu postawił na swoim i nie zadowoliła go propozycja Guardioli, która miała oferować większą pensję (około 1,5 miliona Euro za sezon) oraz regularne trenowanie z pierwszym zespołem.

Sancho przechodząc w 2015 roku z młodzieżówek Watfordu do młodych ekip “Obywateli” za blisko pięćset tysięcy funtów inaczej wyobrażał sobie wkraczanie do pierwszego zespołu. Po znakomitym występie na mistrzostwach Europy U-17 i zdobytym wicemistrzostwie apetyt na grę młodego Sancho zdecydowanie wzrósł. Czując zapewne rosnące zainteresowanie uznanych europejskich marek utalentowany Anglik zaczął napierać na Pepa Guardiole, aby ten dał mu więcej szans na jakąkolwiek grę. Hiszpański wirtuoz wśród trenerów zaproponował skrzydłowemu wspomniane wyżej warunki, aby ten pozostał w Manchesterze.

“Nie mogę nawet zagwarantować tego Agüero. Nie zrobiłem tego nigdy w życiu. I nie zamierzam tego robić, żeby podpisać umowę” – mówił o wymogu gwarancji gry młodego Sancho. Ex-pomocnik “The Citizens” w związku z tym zadecydował i w tak zwany “Deadline Day” odszedł za około 10 milionów do Borussii Dortmund. Swoim ruchem wywołał ogromne zdziwienie na Wyspach. Zaczęto spekulować, że Anglia straciła tak duży talent “wyrzucając” go za granicę. Poprzednie takie eksperymenty bowiem nie zapisały się wielkimi zgłoskami w historii angielskiego futbolu.

Wolał grę od pieniędzy

Jak na radykalną zmianę przystało, chwilę minęło, zanim angielski młodziak przystosował się do niemieckich warunków i zaczął grać. Co jednak różniło Dortmund od Manchesteru, to fakt, iż mógł być pewien, że szanse będzie dostawać regularnie, gdy tylko odpowiednio się wdroży. To była karta przetargowa Niemców przy transferze 17-letniego wtedy talentu. Krótko po zmianie otoczenia Sancho pojechał wraz z reprezentacją U-17 na mistrzostwa świata do lat 17 w Indiach. Choć Anglik został puszczony przez Borussię, to w rachubę wchodziło tylko rozegranie trzech meczów fazy grupowej. Jadon i spółka przejechali się po rywalach, wygrywając wszystkie trzy spotkania, a skrzydłowy z ligi niemieckiej zdobył w nich trzy gole i dwie asysty.

Po powrocie do Niemiec wreszcie mógł rozpocząć występy w lidze. Zaczął nieśmiało wchodzić do ekipy z zagłębia Ruhry i łapać pierwsze kontakty z 1. Bundesligą. Po dwóch występach złapał kontuzję więzadła, aby wrócić po dwóch miesiącach na kilka spotkań i ponownie nabawić się urazu więzadeł. Jednak już pod koniec zeszłego sezonu zaczął pokazywać swoją lepszą twarz i jego notowania na przełomie kwietnia i maja znacząco poszły do góry. W kampanii 2017/18 zdobył co najmniej asystę we wszystkich rozgrywkach, w których miał okazję zagrać. Choć może to wyolbrzymienie, bo liczby nabijał w niemieckich odpowiednikach CLJ oraz w młodzieżowej lidze mistrzów, to jednak w Bundeslidze również dołożył kilka ostatnich podań i goli.

Skromnie bije rekordy

W obecnych rozgrywkach Sancho w 407 minut zdobył gola i zdołał osiem razy asystować kolegom. Na 10 występów tylko trzech nie zdołał okrasić golem lub asystą. Ma nie tylko świetne statystyki, ale także prezentuje naprawdę dobrą i dojrzałą grę w szeregach Borussii. Dodatkowo został najmłodszym Anglikiem, który zadebiutował w zagranicznym klubie w Champions League. Gdyby został w Manchesterze, olbrzymim sukcesem w tym czasie byłby dla niego zapewne debiut w pierwszej drużynie, o bramkach czy asystach słowem nie wspominając. Dlatego tym bardziej zadziwia jego efektywność, która nie przeszła bez echa w żadnych środowiskach związanych z futbolem.

Sancho 2 października przedłużył kontrakt z BVB do 2022 roku i można się spodziewać, że po takim wdrożeniu w sezon wypłata poszła mocno w górę, ale to nie powinno być priorytetem dla młodego skrzydłowego. Zawodnik z takim talentem musi przede wszystkim dużo grać w piłkę, z czym dla 18-latka w Bundeslidze problemu nie ma. Wyrazy uznania okazał także selekcjoner Anglii Gareth Southgate powołując Jadona na październikowe zgrupowanie reprezentacji Trzech Lwów. Wychowanek Watfordu w kadrze zadebiutował 12 października w meczu z Chorwacją. Tym samym znalazł się wśród 10 najmłodszych debiutantów kadry.

“Do a Sancho”, czyli moda na emigracje

W Anglii zaczyna się moda na “robienie Sancho”. Opuszczanie rodzimej Premier League przez utalentowanych młodzieżowców, którzy w Anglii na grę czekaliby czasem latami. Ciśnienie i pieniądze na wyspach znacząco obniżyły wartość wychowanków i choć kluby starają się wprowadzać perełki ze swoich akademii to Ci piłkarze zwyczajnie w klubie macierzystym dostaną o wiele mniej czasu niż na przykład na wypożyczeniu w Bundeslidze. Kończy się więc era wychowywania angielskich talentów w Championship, a do łaski wchodzi spokojny rozwój w ligach starego kontynentu.

Już w poprzednim sezonie Lipsk do siebie ściągnął Ademole Lookmana. Gracz Evertonu w 11 spotkaniach w Bundeslidze wbił pięć goli i zanotował cztery asysty. We Freiburgu razem z Bartoszem Kapustką grał wychowany w Liverpoolu Ryan Kent. W Borussii Mönchengladbach kilka razy wystąpił Reece Oxford wypożyczony z West Hamu. Jednak te konkretne dwa przykłady nie wpisują się w pozytywną narracje całej sprawy. Swoją historie zaczął na pewno pisać już natomiast Reiss Nelson. Wychowanek Arsenalu na rok zamienił “The Gunners” na Hoffenheim. W Niemczech zanotował również nie najgorszy start, rozgrywając dotąd 93 minuty i zdobywając dwie bramki.

Ci wszyscy zawodnicy z Jadonem Sancho na czele sprawiają więc, że mamy do czynienia z nowym trendem. Trendem, który jeszcze kilka lat temu byłby nie do pomyślenia i tych piłkarzy zesłano by najprawdopodobniej do Championship. Z drugiej jednak strony, wiemy, jak poprawiono szkolenie w najbogatszych angielskich klubach w ostatnich latach. Być może po prostu Championship, stało się za bardzo drwalowate dla młodych brytyjskich talentów. Z drugiej strony to z reguły zawodnicy podejmują decyzję o zmianie nie tylko ligi, ale i kraju, więc może klubów nie należy w to mieszać.

Artykuł Jadon Sancho – Kot, który wyskoczył z angielskiego worka pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Victor Mollejo – najwybitniejszy 17-latek czerwonej części Madrytu http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/victor-mollejo-najwybitniejszy/ Sun, 12 Aug 2018 12:29:31 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=11507 Czy Victor Mollejo to rzeczywiście najwybitniejszy 17-latek w Atletico Madryt? Zespół z Wanda Metropolitano nie sparzył się, dając szansę młodemu napastnikowi. Spoglądając na kadrę “Atleti” z pewnością zauważymy, że madrycki zespół nie praktykuje masowego wprowadzania swoich juniorów do pierwszego zespołu. Jednakże, gdy to się dzieje, to od razu z wysokiego C. Świetnym przykładem, choćby Saul […]

Artykuł Victor Mollejo – najwybitniejszy 17-latek czerwonej części Madrytu pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Czy Victor Mollejo to rzeczywiście najwybitniejszy 17-latek w Atletico Madryt? Zespół z Wanda Metropolitano nie sparzył się, dając szansę młodemu napastnikowi.

Spoglądając na kadrę “Atleti” z pewnością zauważymy, że madrycki zespół nie praktykuje masowego wprowadzania swoich juniorów do pierwszego zespołu. Jednakże, gdy to się dzieje, to od razu z wysokiego C. Świetnym przykładem, choćby Saul Niguez. Obdarowany sporym zaufaniem, odpłacił się z nawiązką. Łącznie 35 spotkań, prezentując barwy Atletico Madryt to dla 20 latka przyzwoity wynik. Rok później podbił wynik do 48, a w sezonie 16/17 na boisku pojawił się 53 razy! Hiszpan w tej chwili regularnie gra dla “Atleti” i jest ważnym elementem w budowie reprezentacji swojego kraju.

Mało? Thomas – 50 meczów w ubiegłym sezonie, Lucas Hernandez – 44. “Los Indios” dają szanse, ale najpierw musisz na nią zapracować.

Czas wprowadzić kolejnego “Gniewnego”. Bienvenidos en los rangos!

Jak zapewne zauważyliście – 17-latek nie wygląda na swój wiek. Przyczyną jest dolegliwość, na którą cierpi, a dokładniej “łysienie plackowate”. Skutkiem choroby jest brak posiadania włosów na całym ciele, nie tylko głowie.

Mollejo
Zdjęcie wykonane jeszcze w zespole U-12 / Twitter

Victor Mollejo swoją przygodę rozpoczął z Villa de Don Fabrique, w której z sezonu na sezon awansował wyżej. Od sekcji Benjamin B do Alevin A. Z czasem przyszedł moment, by dołączyć do Infantilu B, a tam w wieku 12 lat rozpoczął dość trudną drogę do poważnej piłki. Mimo zakusów przez lokalne kluby, pozostał nie tyle lojalny, ile wierny własnym przekonaniom. Przeświadczeniu, iż kiedyś zagra dla pierwszego zespołu.

W poprzednim sezonie dołączył do Juvenilu B (U-19), aby jak najlepiej przygotować się do gry w rezerwach, a marzenie stało się rzeczywistością. Mollejo jeszcze pięć lat temu bawił się na placu zabaw, a teraz zabawę urządza na placu gry. Dyrektorzy akademii madryckiej drużyny nie mieli żadnych oporów, by stwierdzić, że 17-latek zostanie wielką gwiazdą na Wanda Metropolitano:

“Zawsze się wyróżniał, szansę dostał z przypadku, ale chwycił ją i już nie puścił”.

Znaleźć się w odpowiednim miejscu, odpowiednim czasie – tyle wystarczy

Mimo że Victor jest wieloletnim graczem “Rojiblancos”, to na grę mógłby jeszcze poczekać, gdyby nie odrobina szczęścia. Klub został zmuszony do zaproszenia jednego z piłkarzy akademii na trening starszej sekcji, ze względu na braki kadrowe.

Jego rola miała kończyć się na statystowaniu i bacznej obserwacji starszych kolegów. Nie tym razem, Victor wziął zdecydowanie więcej. Dobrze wykorzystany czas musiał w końcu zaprocentować i… zaprocentował. Nagroda przyszła w grudniu 2017 roku, a wtedy jeszcze 16-letni Mollejo mógł zadebiutować w pierwszej drużynie. Nastolatek do zaistniałej sytuacji odniósł się bardzo skromnie – “Jestem bardzo szczęśliwy, ale skupiam się na pracy w zespole B”.

Mollejo jest wszechstronnym graczem, mogącym zagrać na każdej pozycji w ofensywie. Lubi trzymać piłkę przy nodze, a do różnego rodzaju “popisówek” technicznych podchodzi z rozwagą. Potrafi zachować równowagę, co doceniają jego koledzy z drużyny. 17-latek uchodzi za wielki talent i zarazem najwybitniejszego nastolatka w akademii Atletico. Junior w stolicy Hiszpanii odznacza się spokojem, co przypomina kibicom legendarnego już Diego Godina.

mallejo
Twitter

“Cholo” w okresie przygotowawczym do sezonu 18/19 chętnie korzysta z usług Mollejo. Najczęściej pojawia się na prawej flance bądź obok drugiego napastnika. W meczu z włoskim Cagliari był bliski zdobycia bramki, ale uderzył w słupek. Na murawie pojawił się także w starciu z niemieckim Stuttgartem, zakończonym remisem. Nastolatka nie zabrakło w turnieju ICC, gdy grał z PSG, przeciwko któremu zdobył swoją pierwszą bramkę dla “Atleti”.

Prawdopodobieństwo na włączenie do pierwszego zespołu już w nadchodzącym sezonie jest niewielkie. W ekipie jest przecież Griezmann, Diego Costa, Angel Correa, a także pojawił się Nikola Kalinić (transfer z AC Milanu). Znaleźć się na skrzydle wcale nie jest łatwiej. Gelson Martins oraz Thomas Lemar, to nowe nabytki klubu. W szeregach Simeone cały czas jest Vitolo i Koke, który przez lata gry w czerwonej części Madrytu, potrafi zagrać po prostu wszędzie. Mówimy jednak o piłkarzu, który potwierdza, że ciężka praca, to dla niego chleb powszedni.

Autor: Michał Kwieciński

Artykuł Victor Mollejo – najwybitniejszy 17-latek czerwonej części Madrytu pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Jordi Escobar – baron z miasta “Nietoperzy” http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/jordi-escobar-baron-z-walencji/ Mon, 30 Jul 2018 16:41:00 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=11145 Latający ssak to nie tylko symbol samego miasta, ale również jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Hiszpanii. Historia głosi, iż dzięki schwytaniu nietoperza miasto zostało odbite spod panowania muzułmanów. Czy ta legenda ma odniesienie w sporcie? Jeśli chcesz go pokonać, musisz go złapać, tylko… najpierw go złap. Valencia CF to bezprecedensowo jeden z największych klubów […]

Artykuł Jordi Escobar – baron z miasta “Nietoperzy” pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Latający ssak to nie tylko symbol samego miasta, ale również jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Hiszpanii. Historia głosi, iż dzięki schwytaniu nietoperza miasto zostało odbite spod panowania muzułmanów. Czy ta legenda ma odniesienie w sporcie? Jeśli chcesz go pokonać, musisz go złapać, tylko… najpierw go złap.

Valencia CF to bezprecedensowo jeden z największych klubów w Hiszpanii. Spoglądając na historię, osiągnięcia, możliwości, czy samą popularność. Ta przecież jest równie ważna, co wyżej wymienione elementy. Choć czas, gdy “Los Che” przytaczano w roli poważnego konkurenta “Blaugrany” oraz Realu Madryt minął, to epoka świetności klubu odradza się po raz kolejny. Tym samym trafiamy prosto w ramiona naszego dzisiejszego “Młodego Gniewnego” – Jordiego Escobara.

Odrodzenie to szansa dla młodych

Zespół z Estadio Mestalla w ubiegłym sezonie zajął 4. pozycję w Primera Division i tym samym zmazał plamę z dwóch wcześniejszych, gdy plasował się na 12. lokacie. “Nietoperze” słowo “stabilność” znają na pół gwizdka. Raz szukamy ich w czołówce obok “Los Blancos”, FC Barcelony, czy Atletico, a innym razem walczą o grę w pucharach bądź jedynie o pilot, by obejrzeć je w telewizji. Kto klub z Walencji śledzi, ten wie, że ten brak stabilności potrafi zaskoczyć, gdy przeciwnik najmniej się tego spodziewa. Valencia chce wrócić na szczyt, a piłkarska młodzież ma w tym pomóc.

“Los Che” niejednokrotnie udowodnili, że potrafią wypuścić w świat prosperującą gwiazdę i wszyscy mogliby być zadowoleni, gdyby nie fakt, że użyłem słowa “wypuścić”, nie “utrzymać”. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a dla dobrze wypromowanego 20-latka gra w wielkim Realu, albo obierając inny kierunek – Chelsea, to zdecydowanie większe uznanie. Zanim tradycji stanie się zadość w obecnej kadrze Valencii kilku młodych dalej można podziwiać. Choćby bezbłędny Carlos Soler, czy 18-letni rekordzista – Ferran Torres (pierwszy urodzony po 2000 roku z debiutem w La Liga). Dzisiaj mimo wszystko skupie się na jeszcze młodszym zawodniku, który na codzień szuka sukcesów w drużynie juniorów. Dzisiaj przybliżę Wam postać Jordiego Escobra.

“Gra z rówieśnikami nie jest dla niego. On po prostu ich przerasta”

Młody Hiszpan rośnie jak na drożdżach i mam tu na myśli jego progres piłkarski. 16-latek niedawno stał się najmłodszym zawodnikiem w historii klubu, który zagrał w dwóch kolejnych spotkaniach pierwszej drużyny. W meczu z tureckim Galatasaray dołączył do ścisłego grona najmłodszych debiutantów, a trzy dni później ustanowił już samodzielny rekord. Jakby historycznych osiągnięć było mało, to warto dopowiedzieć, że Jordi jest w stanie niebawem raz jeszcze wpisać się na długowiekową listę. Jeśli Valencia postawi na Escobara w ligowym meczu przed lutym 2019 roku, to raz jeszcze pobije klubowy rekord dotyczący debiutu.

16-latek imponuje od miesięcy, a na ostatnim zgrupowaniu przedsezonowym (został powołany przez pierwszą ekipę) zaskarbił sobie kolejną rzeszę kibiców. “Jest pewny siebie, ale to go nie zgubi. Zna swoją rolę na boisku. Jest po prostu najlepszy” – wydaje się, iż sporo w tym racji. Wychowanek Espanyolu w swojej sekcji wiekowej czyni cuda i próżno szukać skuteczniejszego napastnika. Escobar najczęściej wybiera lewe skrzydło, ale gra w środku nie stanowi dla niego żadnego problemu. Co ciekawe, jego piłkarskim idolem, a zarazem wzorem jest Polak – Robert Lewandowski.

Jak zapewne zauważyliście, Jordi swoje pierwsze kroki stawiał w Barcelonie, grając najpierw dla Espanyolu, a później FC Barcelony. Jak twierdzi rodzina nastolatka, La Masia nie doceniała wkładu Escobara, więc postanowił raz jeszcze zameldować się w szeregach “Pericos”. W wieku 12 lat wygrywał mnóstwo trofeów, w tym Copa Catalunya, a na boisku odznaczał się nienaganną techniką, jak na swój wiek. Escobar nie należy do zawodników przesadnie skromnych, ale on swoje słowa zamienia w czyny, dlatego wszyscy go kochają. Pokochali i skauci Valencii, którzy po jednym z meczów młodego Katalończyka wpisali go na listę zainteresowań. Widząc poczynania “Los Che”, Barca nie chciała pozostać dłużna. Próby ściągnięcia Hiszpana zakończyły się fiaskiem, a Escobar zdecydował, że podpisze umowę z Valencią. Dla Jordiego aklimatyzacja z miastem nie była problemem, albowiem posiadał tam liczną rodzinę, którą nie raz odwiedzał w okresie wolnym od szkoły.

Oprócz wspomnianej “Blaugrany” o podpis ojca utalentowanego nastolatka starał się także Villarreal oraz Espanyol. Drudzy podwoili ofertę konkurentów w kwestii finansowej oraz długości kontraktu. Niestety dla Katalończyków, temat był zakończony. Walencjo – witaj!

Nowy etap! Panie Escobar, Mestalla miejscem na rozwój?

Na pierwszy ogień trafił do zespołu sekcji Infantil A. Na kolejne zachwyty długo nie czekaliśmy, ponieważ Escobar zakończył sezon z wynikiem 27 bramek. Do kolekcji trafiały kolejne tytuły mi.n Player of the Tournament w Pucharze Forda oraz FK. Następnie zadebiutował na arenie międzynarodowej w “rozwojówce” UEFA, gdzie wspomagał zespół U-16, debiutując chwilę później w drużynie do lat 17. Jordi powoli stawał się ewenementem, albowiem przyzwyczajał wszystkich do gry dwa poziomy wyżej, niż przewidywał jego wiek. W drużynie U-17, będąc jednym z tych najmłodszych, dalej robił swoje – 11 bramek po 60 dniach (poniżej 9 kolejek). Szybki postęp był wodą na młyn dla działaczy klubu. Nie było już na co czekać, trzeba było działać. W taki sposób Escobar przeniósł się do Juvenilu B.

Jak to w wielkim świecie bywa, sukces “perełek” zawsze odbije się echem, nie tylko w kraju. Do walki o Hiszpana ruszyły angielskie i włoskie potęgi. Niektóre doniesienia głoszą, że sam Arsene Wenger był gotów włączyć go do rezerw Arsenalu. Rodzice młodego napastnika do sytuacji podeszli z chłodną głową. Jordi wcale nie chciał odchodzić bez względu na to, jaka marka próbowała go pozyskać. Nie twierdzę, że 15-latek był na tyle poukładany, iż bał się o swoją przyszłość, choćby w Anglii. Escobar w tym przypadku miał sporo szczęścia, iż jego najbliżsi trzymali nerwy na wodzy.

Do gry wkroczyła Valencia i zaproponowała nastolatkowi kontrakt, obowiązujący do 2022 roku. W trosce o przyszłość klubu umowa, jak to często na Półwyspie Iberyjskim bywa, zawierała klauzulę. Zapytacie – ile można zażądać odstępnego za 16-latka, który mimo sukcesów juniorskich w piłce seniorskiej dalej pozostaje niewiadomą? Sam chciałbym wiedzieć. Wiem natomiast, że Mateu Alemany (menadżer klubu) zaproponował kwotę 80 milionów euro. Prawie tyle, ile za kilku innych młodych piłkarzy “Los Che”. To dobry moment, aby przypomnieć, że klauzula 18-letniego Ferrana Torresa została podniesiona z 20 na 100 milionów euro.

Nowa polityka klubu zaczyna działać, a Escobar najlepszym tego przykładem

16-latek w buty pierwszej drużyny wskoczył latem tego roku. Po dobrych występach w pucharach młodzieżowych U-16 ściągnięto go na zgrupowanie pierwszego zespołu. Escobar nie tylko miał pojechać, by zebrać doświadczenie, podglądając starszych kolegów na boisku. Jordi pojechał, bo Marcelino widział go u boku Kevina Gameiro. Wielokrotnie powtarzane słowa prezydenta klubu o postawieniu na szkółkę nie były rzucone na wiatr. Całość starań zespołu z Mestalla ma dopełnić fakt, iż zarząd stał się bardziej wyrozumiały. Tym razem stawiają na politykę wielu szans, wielu porażek. One mają ukształtować wielkie nazwiska. Nie udało się z Isco, nie udało się z Portu – oni zbyt szybko zostali skreśleni.

Swój wywód zakończę cytatem jednego z hiszpańskich dziennikarzy, Carlosa Boscha – “(…), kiedy powiesz im – postawię właśnie na Ciebie – oni ci uwierzą”.

Autor: Michał Kwieciński

Artykuł Jordi Escobar – baron z miasta “Nietoperzy” pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
“Denis rozrabiaka”, czyli perła Piasta Gliwice http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/mlodzi-gniewni/denis-gojko-piast-gliwice/ Fri, 18 May 2018 08:29:23 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=8646 Na karku już… a może dopiero 20 lat. Denis Gojko, czyli zeszłoroczny debiutant i odkrycie w polskiej Ekstraklasie. 20-letni pomocnik Piasta na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce zadebiutował w maju ubiegłego roku. Mecz ze Śląskiem Wrocław miał być jedynie okazją do przywitania z kibicami oraz sygnałem od sztabu, iż to nie pierwsza szansa na zaprezentowanie […]

Artykuł “Denis rozrabiaka”, czyli perła Piasta Gliwice pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Na karku już… a może dopiero 20 lat. Denis Gojko, czyli zeszłoroczny debiutant i odkrycie w polskiej Ekstraklasie.

20-letni pomocnik Piasta na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce zadebiutował w maju ubiegłego roku. Mecz ze Śląskiem Wrocław miał być jedynie okazją do przywitania z kibicami oraz sygnałem od sztabu, iż to nie pierwsza szansa na zaprezentowanie swych umiejętności. Na okazję czekał jedynie sześć dni, albowiem w następnej kolejce w meczu z Zagłębiem Lubin pojawił się na murawie w 60 minucie. Choć sam Denis nie zmienił przebiegu gry to jasne było, że ówczesny szkoleniowiec Dariusz Wdowczyk ma na niego plan. Myśl, która obejmuje młodego pomocnika śląskiej ekipy.

Gojko, sezon 16/17 zakończył z sześcioma występami w Ekstraklasie, a nawet zaliczył asystę i zdobył gola przeciwko Górnikowi Łęczna. Nie było mowy, by wychowanek Piasta wrócił do zespołu U-19. Potrafił grać na prawej, jak i lewej stronie boiska w formacji 4-4-2. Często podłączał się do ofensywy, co niosło ze sobą wiele okazji do zdobycia bramki. Nominalna pozycja okazała się jedynie pojęciem względnym. Warto zaznaczyć, że zaledwie dwa tygodnie wcześniej wybiegał na boisko wraz z ekipą juniorów starszych. Etap Centralnej Ligi Juniorów zamknął w 23 meczach i dwunastu bramkach. Teraz liczył się jedynie pierwszy zespół.

“Sodówka” obawą szybkiego progresu

Gdy z zespołu juniorów trafiasz do pierwszej drużyny, a chwilę później grasz w każdym spotkaniu, to myśli bywają różne. Świetne warunki, czy umiejętności przekładają się na występy, ale błyskawiczny progres niesie za sobą inną zmorę – przesadną pewność siebie. Owszem, w granicach normy wręcz pożądana, bo często otwiera drzwi do “wielkiej piłki”. Niewiele potrzeba, by tę granicę przekroczyć, a wtedy zostajesz sam na lodzie z przerośniętym ego. Dariusz Wdowczyk nie tylko wierzył w możliwości Denisa, ale także był pewny, że młodemu “sodówka” do głowy nie uderzy.

Klub z Gliwic na tyle pokładał nadzieję w wyrobie z własnej fabryki, iż tuż przed końcem minionego sezonu zakontraktował pomocnika na kolejne kilka lat. Prawdopodobnie 20-latek i tak kontrakt by otrzymał. Umowa kończąca się w czerwcu zawierała możliwość przedłużenia o kolejny rok, gdy Denis rozegra przynajmniej pięć spotkań w Ekstraklasie. Warunek spełnił i to z nadwyżką, ponieważ “Piastunki” chcieli więcej. Ostatecznie Denis Gojko ze swoim zespołem związał się do 30 czerwca 2020 roku.

Mimo tak wielu osiągnięć w tak krótkim czasie nie zapomniał o najważniejszym – ciężkiej pracy. W niejednym wywiadzie wspominał, że nie zamierza odpuszczać i wie, nad czym musi poświęcić więcej czasu. Wprawdzie talent Gojko został wyeksponowany przez Wdowczyka, to kibiców zaskarbił sobie już wcześniej.

Okres przygotowawczy dobiegł końca i czas na wielki sprawdzian

Zmiana u steru w gliwickim klubie miała określić jasny i klarowny cel na najbliższe kilka lat i zapewnić potrzebną stabilizację. Waldemar Fornalik, który objął Piasta, nie zamierzał bawić się w półśrodki i szybko zrobił porządne rozeznanie. Kto miał zostać – został, a zawadzających trzeba było odsunąć. W Gliwicach pojawiło się wiele nowych twarzy jak Tomasz Jodłowiec, czy Tom Hateley, ale ściągnięto również młodego Karola Dybowskiego. Jedność w szeregach i zapewnienie szczelniejszej obrony nie wystarczą, gdy chcesz zgarniać komplet oczek. Denis Gojko, mógł być odpowiedzią na bolączki.

Sezon 17/18 miał zdefiniować kwalifikacje gliwiczanina i jego przydatność w walce o punkty. Po rundzie jesiennej na liczniku wyjść na plac gry widniał numer “7” nie licząc dwóch meczów w Pucharze Polski (Stal Mielec, Chrobry Głogów). Do walki o pierwsze skrzypce daleka droga, lecz na brak gry narzekać nie mógł. Czy aby na pewno? Pięć minut z Górnikiem, trzy więcej w starciu z warszawską Legią, przeciwko Sandencji tylko jedenaście. Choć statystyka na pierwszy rzut oka wszczepiła nadzieję, to taki wynik nie pozwala na rozwinięcie skrzydeł. Czyżby obecny szkoleniowiec, Waldemar Fornalik miał inną wizję? W tej chwili nie widać w niej Gojko.

Po przerwie zimowej nasza tytułowa “perła” błysnęła tylko raz, w przegranym kwietniowym meczu z Cracovią. Chociaż 20-latek zagrał od pierwszej minuty to jedenaście minut po zmianie stron opuścił murawę.

Piast Gliwice znajduje się w grupie spadkowej, ba… na lokacie gwarantującej grę w pierwszej lidze. Czy piastowanie miejsca obok Sandecji to szczyt możliwości ekipy ze Śląska? Szukać winnych można, niemniej jednak to nie jest świetnie przygotowany Ruch Fornalika, walczący o najwyższe noty. To jest Piast, Piast, którego były selekcjoner reprezentacji Polski nie postawił na nogi.

Gliwice
Lucyna Nenow/Polska Press/Gol24.pl

“Tylko minut żal”

Drużynę z Gliwic czeka jeszcze mecz z Bruk-Bet Termalicą, który przypieczętuje najbliższy los niebiesko-czerwonych. Każdy inny rezultat niż zwycięstwo oznacza spadek i powrót do sezonu 11/12, gdy grali na zapleczu Ekstraklasy. Dyrektor sportowy, Jacek Bednarz zapewniał, że potrzebne jest odświeżenie kadry. Trzeba przyznać mu rację, ale gdzie szansa dla młodych, którzy rzeczywiście mogą pomóc? Zabrakło tych kilku spotkań, byśmy mogli przypieczętować grę Gojko i chyba tego najbardziej szkoda.

Bez względu na wyniki klubowe miejsce Denisa jest po prostu w Ekstraklasie. W tej chwili ciężko ferować wyrok, ale te drzwi niebawem mogą okazać się zamknięte.

Autor: Michał Kwieciński

Artykuł “Denis rozrabiaka”, czyli perła Piasta Gliwice pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>