Grzegorz Rasiak – Młodzieżowy Futbol http://mlodziezowyfutbol.pl portal informacyjny o piłce młodzieżowej Fri, 16 Aug 2019 10:50:40 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.1.3 http://mlodziezowyfutbol.pl/wp-content/uploads/2018/07/cropped-MFLOGOnew-32x32.png Grzegorz Rasiak – Młodzieżowy Futbol http://mlodziezowyfutbol.pl 32 32 “Wchodzę do szatni, a tam sami reprezentanci Polski” [WYWIAD] http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/wywiady/naprawde-szczery-wywiad/ Sun, 12 Aug 2018 14:30:16 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=11547 Dzisiaj wywiad nietypowy, bo z piłkarzem, który już zakończył swoją profesjonalną karierę. Skontaktowaliśmy się z byłym reprezentantem Polski oraz m.in. piłkarzem Legii Warszawa – Tomaszem Mazurkiewiczem! MłodzieżowyFutbol.pl porozmawiał z panem Tomaszem. Zacznijmy może od samego początku. Swoją piłkarską przygodę rozpoczynał Pan w Sopocie. Tak, moja przygoda z piłką zaczęła się w Ogniwie Sopot. Jak Pan […]

Artykuł “Wchodzę do szatni, a tam sami reprezentanci Polski” [WYWIAD] pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Dzisiaj wywiad nietypowy, bo z piłkarzem, który już zakończył swoją profesjonalną karierę. Skontaktowaliśmy się z byłym reprezentantem Polski oraz m.in. piłkarzem Legii Warszawa – Tomaszem Mazurkiewiczem!

MłodzieżowyFutbol.pl porozmawiał z panem Tomaszem.

Zacznijmy może od samego początku. Swoją piłkarską przygodę rozpoczynał Pan w Sopocie.

Tak, moja przygoda z piłką zaczęła się w Ogniwie Sopot.

Jak Pan wspomina swoje początki?

Nie no super (śmiech). Zaczynałem grać z chłopakami dwa razy starszymi, no ale to jak dla każdego młodego chłopaka, to było spełnianie jakichś pasji, marzeń. My praktycznie graliśmy od rana do wieczora na podwórku, także fajnie, że był w Sopocie klub, gdzie można było zbierać szlify.

Szkolenie stało na dobrym poziomie, czy jednak przez wzgląd, że to mały klub nie przywiązywano do tego takiej wagi?

Nie, to znaczy, to był taki klub, który konkurował z innymi na Pomorzu. Później miałem szczęście, bo trafiłem do grupy trenera Józefa Kamińskiego, to było już FC Sopot. My tak naprawdę toczyliśmy boje, nawet wygrywaliśmy z Lechią, czy z Bałtykiem, później z Zawiszą Bydgoszcz i naprawdę dawaliśmy sobie radę, mieliśmy super rocznik.

Jak Pan trafił do Legii Warszawa?

Do Legii, drużynę seniorów prowadził trener Edward Budziwojski śp. i on powiadomił, teraz, żeby nie skłamać, jak on się nazywał, no dobra skauta Legii Warszawa, o tym, że ma tam chłopaka, na którego warto zwrócić uwagę i akurat wtedy zostałem powołany do juniorskiej kadry Polski, gdzie przyjechał ten skaut Legii i mnie obserwował. Pzyjechał też na mecz do Sopotu, bo ja mając 16 lat, występowałem już w seniorach, miałem tyle szczęścia, że dostałem szansę, mogłem już występować, pokazywać się i po udanych występach zaprosili mnie na testy do Legii Warszawa.

To był bardziej mecz, gdzie drugi zespół “Wojskowych” grał z taką jedenastką zebranych z całej Polski, gdzieś tam byli Mistrzowie Europy z rocznika 82′, jacyś tam lepsi z 81′, no i taki mecz był właśnie na Legii, gdzie obserwował to trener Franciszek Smuda i po tym meczu pamiętam, że dostałem telefon, że trener Smuda wybrał sobie dwóch zawodników z tego meczu i zapraszają mnie do Warszawy, żeby podpisać profesjonalny kontrakt.

Kto był tym drugim zawodnikiem?

Łukasz Mierzejewski, on zdobył wtedy właśnie Mistrzostwo Europy z kadrą trenera Globisza i tak naprawdę my trafiliśmy do drugiego zespołu na początku, pojechaliśmy na obóz i tam trener Darek Kubicki, który był trenerem drugiego zespołu praktycznie stwierdził po paru dniach, że “Tomek długo tutaj nie zostaniesz, jak wrócimy, to pewnie pójdziesz do pierwszego zespołu”, no i  rzeczywiście tak było, przyszedł do mnie kierownik pan Ireneusz Zawadzki, właśnie parę dni temu też zmarł, przyszedł i powiedział “Tomek jutro masz być na treningu pierwszego zespołu”. Tak naprawdę, to ciężko było mi w to uwierzyć, bo w pierwszym zespole, to były same gwiazdy, sami kadrowicze: Marek Citko, Mariusz Piekarski, Jacek Zieliński, Cezary Kucharski, Jacek Magiera, Maciek Murawski, Marcin Mięciel, Bartek Karwan, później doszedł jeszcze Wojtek Kowalczyk w ataku, Paweł Wojtala.

Doborowe towarzystwo.

No tak, naprawdę, to była taka ekipa, że ja jak wszedłem do szatni prawie samych kadrowiczów tego następnego dnia, to ja nie wiedziałem, czy powiedzieć im “cześć”, czy “dzień dobry”, ale ładnie jak to taki “Kajtek” wszedłem, ukłoniłem się “dzień dobry” (śmiech). Tak, ale tam przyjęli mnie naprawdę super.

Zadebiutował Pan w spotkaniu z Amicą Wronki, jak Pan wspomina swój debiut?

Tak naprawdę ja tego za bardzo nie pamiętam. Ja wiem, że coś takiego było. Rzeczywiście tak było, ale ja nie pamiętam tego uczucia, pamiętam uczucie, jak zadebiutowałem w pierwszej naszej reprezentacji za trenera Janasa. To pamiętam, że jak stałem przy linii bocznej, to po prostu byłem tak szczęśliwy, że nogi mi całe latały.

Z Macedonią, to było wtedy.

Tak, z Macedonią, to było towarzyskie spotkanie, to pamiętam, że wtedy mi nogi latały i byłem tak szczęśliwy, że ja w swoim piłkarskim CV będę miał “1A”, że w tej pierwszej reprezentacji zagram mecz, bo to jest marzenie każdego małego chłopca.

Później wyruszył Pan do Danii. Czemu akurat taki kierunek?

Ja w Legii, jak był trener Smuda dostawałem dosyć dużo szans na grę i grałem wtedy w dwóch reprezentacjach naraz, w U-18 i U-21. Wszystko naprawdę super wyglądało. Dziennikarze rozpisywali się, że “jeden z największych talentów w Polsce” i naprawdę wróżyli mi, że daleko mogę zajść.

Po Smudzie przyszedł trener Dragomir Okuka i praktycznie bardzo mało spędzałem czasu na boisku. Nawet wtedy, kiedy powinienem dostać szansę, to on zawsze jakoś mnie pomijał, no i trener kadry ówczesny Edward Klejdinst powiedział mi, że “słuchaj Tomek wszystko fajnie, Legia, to Legia, ale ty musisz grać, żeby się rozwijać”. Jakoś tak posłuchałem jego rady, w ciągu paru godzin znalazło się kilka klubów w Polsce, do których mógłbym pójść, ale zadzwonili do mnie z Danii. Zadzwonił do mnie trener Maciej Wasyniuk, który był wówczas trenerem bramkarzy w Aarhus i on do mnie zadzwonił czy nie chciałbym do nich przyjechać, pooglądać jak to wygląda, potrenować, bo oni byliby zainteresowani wypożyczeniem mnie.

Jak wyglądał poziom duńskiej piłki wtedy? Chodzi mi o różnice między polską ligą

To znaczy była na pewno szybsza i bardziej fizyczna. Oni się wzorują na angielskiej piłce i rzeczywiście może nie tak techniczna, jak w Polsce, ale zdecydowanie szybsza. Musiałem się przestawić do tego.

W Danii spędził Pan kilka sezonów.

Tak, najpierw 4 sezony w Aarhus, a później przeszedłem do SonderjyskE. Pobyt wspominam fantastycznie. Do tej pory Aarhus traktuje jak drugi dom i tak naprawdę, to było starcie z inną mentalnością ludzi. Tam każdy chodzi uśmiechnięty, nikt nie narzeka, praktycznie każdy od razu staje się twoim przyjacielem i chce Ci pomóc, co dla mnie było troszkę zadziwiające, bo nasza mentalność jest inna. Tam też miałem bardzo dobry okres, szczególnie na samym początku. W paru pierwszych meczach zdobywałem bramki, wybierano mnie na zawodnika meczu, później też w kadrze dobre występy i zainteresował się mną Anderlecht. Wszystko było z Belgami domówione, tylko że złapałem kontuzje. Zerwałem więzadło poboczne i, to w szczególności przeszkodziło w tym transferze.

Uważa Pan, że ta kontuzja pokrzyżowała Panu drogę do wielkiej kariery?

Anderlecht wtedy grał w Lidze Mistrzów, także myślę, że jakbym tam poszedł, to mogła być jeszcze fajniejsza przygoda z piłką. Wtedy też zacząłem borykać się z kontuzjami, ja też byłem trochę ambitny, za szybko chciałem wrócić na boisko, a tak naprawdę powinienem czasem przy niektórych kontuzjach tydzień, dwa dłużej odpoczywać. Lepiej byłoby wykurować się do końca, ale ja taki ambitny chciałem szybciej wracać. Myślałem wtedy “płacą, trzeba ambitnie”. Nie do końca wyleczyłem jedną, drugą kontuzję i one mi się odnowiły. Tak naprawdę, to kontuzje mi najbardziej przeszkadzały.

Z powodu kontuzji, zakończył Pan tak wcześnie profesjonalną karierę?

Niestety tak. Później z Danii wróciłem do Polski. Mogłem jeszcze jechać do Belgii na testy, ale wróciłem do domu. Chciałem przygotować się z Arką, potrenować kilka tygodni, żeby dojść do formy. W Arce był akurat wtedy trener Stawowy i zapytał mnie po prostu czy nie chciałbym u nich zostać, on mnie widzi w składzie i podjąłem decyzję, że na trzy lata zwiąże się z Arką. Ten okres naprawdę fajnie wspominam. Później jeszcze wyjechałem na pół roku do GKS-u Katowice, ale tam ogólnie rzecz biorąc z sześciu miesięcy zapłacili mi tylko miesiąc, a później sprawę trzeba było oddać do sądu, żeby odzyskać pieniądze, bo tam trafiłem na kłamców, którzy obiecywali, ale nie dotrzymywali słowa.

Przykra sprawa.

No tak, niestety w polskiej piłce to się zdarza. Później “siadły” mi plecy i musiałem je zoperować. Plan był taki, że wsadzą mi dwa implanty w kręgosłup i po trzech miesiącach wrócę na boisko, ale niestety tak się stało, że schrzanili operację i musiałem przestać grać w piłkę. Miałem lewą nogę sparaliżowaną i rok tak naprawdę zajęło mi dojście do jakieś formy chodzenia/biegania.

Gdzie Pan zakończył karierę?

Właściwie, to w GKS Katowice. Później, jak wróciłem do Sopotu, to zająłem się innymi rzeczami. Otworzyłem gastronomię na plaży, a po jakimś czasie przejąłem klub w Sopocie, jako prezes.

Czyli został Pan przy piłce?

Zostałem.

Tak patrzyłem na kadrę Legii z okresu, gdy Pan tam grał, to właściwie wszyscy związali się później z piłką. Cezary Kucharski agent, Wojtek Kowalczyk napisał książkę o piłce i występuje w audycjach piłkarskich, Marek Citko też został agentem, Jacek Magiera jest teraz trenerem reprezentacji do lat 20.

Tam każdy prawie związał się z piłką. Jacek Zieliński też był trenerem, Mariusz Piekarski jest jednym z najlepszych agentów w Polsce. Ja tak naprawdę mam z nimi wszystkimi kontakt i pomagamy sobie w niektórych sprawach transferowych.

Ma Pan jakieś ciekawe anegdotki/wspomnienia z okresu gry w Legii?

Miałem tam parę osób bliskich, których zawsze będę lepiej wspominał niż innych. Ja byłem wtedy “młody Kajtek” i życia mnie uczyli Mariusz Piekarski i Marek Citko. Pierwszy Mariusz to uczył mnie życia z tej bardziej rozgrywkowej strony, a za to Marek Citko bardzo “kościółkowy” uczył mnie zasad i kultury. Tak się śmieje, ale w niektórych kwestiach tak było, gdzie młody jedzie do Legii, to myśli, że zwojował cały świat.

Sprowadzali na ziemię?

Tak, bardzo fajnie, że oni byli. Na przykład jak jeździliśmy autokarem na wyjazdowe mecze, to pamiętam, że Maciek Murawski, ten, który jest teraz komentatorem w Canal +, przygotowywał mnie do matury, przepytywał mnie z różnych przedmiotów. Jacek Magiera z kolei, jak byliśmy na obozie, to często grywaliśmy w różne gry: milionerów czy jakieś podobne, gdzie jakieś ciastka wygrywaliśmy, to właśnie z “Magickiem” To była wtedy super ekipa, bardzo fajnie to wspominam i mam z nimi dobry kontakt.

Z kadry utrzymuję Pan z kimś kontakt?

Z kadry, to mam bardzo dobry kontakt z Grześkiem Rasiakiem, bo też jest agentem, nawet przyjeżdża do mnie, nocuje często.

Z panem Grzegorzem też miałem przyjemność rozmawiać.

Z “Rasiaczkiem” mam super kontakt, z Marcinem Wasilewskim, z Arturem Borucem, z Łukaszem Masłowskim, teraz jest dyrektorem Wisły Płock. Ten światek piłkarski jest taki, że wszyscy praktycznie się lubią, rozumieją, znają. Nawet jak kogoś znasz tylko z telewizji i nigdy nie miałeś okazji poznania, to wychodzisz na mecz i tam przybijasz piątkę, bo wiesz, kto to jest. Tak głupio nie powiedzieć sobie “cześć”, bo się znamy z TV na przykład. Przy tych transferach jak możemy, to sobie pomagamy. Ja teraz praktycznie przejąłem klub KP Sopot.

Która to jest liga?

To jest klasa A, Serie A się śmiejemy. Udało nam się po rozmowach z prezydentem miasta połączyć trzy kluby, a może nawet uda nam się połączyć czwarty w jedność i to będzie wtedy “Ogniwo Sopot”, czyli wracamy do korzeni.

Na koniec mam takie nietypowe pytanie. Nazywa Pan się tak samo, jak obecny asystent trenera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka. Dzwonili do Pana przez pomyłkę z gratulacjami?

Ja miałem ponad dwieście wiadomości i telefonów z gratulacjami, ale obiecałem sobie, że setną osobę wkręcę, że to niby jestem ja (śmiech). Akurat padło na mojego kolegę, pisał z gratulacjami, a ja do niego napisałem, wyślij szybko nazwiska, pesele, zdjęcia do kart VIP-owskich, że mogę 10 biletów załatwić. Praktycznie w 5 minut miałem zdjęcia różnych jego kolegów (śmiech), nazwiska i ciągnąłem cały czas ten dowcip, dopóki on nie napisał, że wie, że jest konferencja prasowa na Narodowym i czy byśmy się na jakąś kawkę umówili, ja mu się wtedy przyznałem, no, że sorry, mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale to nie ja. Nie jesteśmy rodziną, to po prostu śmieszny zbieg okoliczności z tymi nazwiskami.


Rozmawiał: Bartek Lodko

Artykuł “Wchodzę do szatni, a tam sami reprezentanci Polski” [WYWIAD] pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Grzegorz Rasiak – “Za moich czasów chłopcy nie mieli takich możliwości” [WYWIAD] http://mlodziezowyfutbol.pl/artykuly/wywiady/grzegorz-rasiak-chlopcy-szkolenia/ Tue, 12 Jun 2018 16:00:36 +0000 http://mlodziezowyfutbol.pl/?p=9360 Turniej U-9 Api Cup w Zakopanem już za nami, więc teraz czas na podsumowania. Podczas trzydniowej imprezy udało nam się popytać o kilka spraw ambasadora tego przedsięwzięcia, byłego reprezentanta Polski – Grzegorza Rasiaka.   Bartosz Lodko (Młodzieżowy Futbol) Może na początek skąd zrodził się pomysł zaangażowania się już po karierze piłkarskiej, w młodzieżową piłkę? Grzegorz […]

Artykuł Grzegorz Rasiak – “Za moich czasów chłopcy nie mieli takich możliwości” [WYWIAD] pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>
Turniej U-9 Api Cup w Zakopanem już za nami, więc teraz czas na podsumowania. Podczas trzydniowej imprezy udało nam się popytać o kilka spraw ambasadora tego przedsięwzięcia, byłego reprezentanta Polski – Grzegorza Rasiaka.

 

Bartosz Lodko (Młodzieżowy Futbol) Może na początek skąd zrodził się pomysł zaangażowania się już po karierze piłkarskiej, w młodzieżową piłkę?

Grzegorz Rasiak: Przede wszystkim piłka nożna jest najbardziej popularnym sportem na świecie, całe życie byłem związany z futbolem i stąd też moje zainteresowania piłką dla dzieciaków.

A jak zaczęła się twoja przygoda z turniejami Api Cup?

Jeśli chodzi o samo Api to bez dwóch zdań główny organizator Dariusz Baboń był orędownikiem i robi tu kapitalną robotę, bo tych turniejów jest naprawdę wiele. Tu właśnie w Zakopanem mieliśmy do czynienia z turniejem U-9, gdzie przyjeżdżają chłopcy z całej Europy (z 8 różnych państw przyp. red.). Widać tu piękno gry, radość chłopców i dążenie do celu, czyli do zostania profesjonalnym piłkarzem w przyszłości.

Często zdarza Ci się bywać na takich turniejach i jak oceniasz poziom właśnie podczas tegorocznego Api Cup?

Zdecydowanie, na tym turnieju mieliśmy najlepsze akademie w kraju, takie marki jak: Legia Soccer Schools, Lech Poznań, Zagłębie, Escola Varsovia, Śląsk Wrocław. Jak mamy do czynienia z takimi drużynami, to od razu poziom musi być wysoki. Już nawet wśród 9-latków można zauważyć wielu utalentowanych chłopaków. Z przyjemnością się na nich patrzy i jeśli mówimy o U-9, to jest to największy turniej w Polsce.

Dostrzegasz jakieś różnice pomiędzy drużynami z Polski i zagranicy?

Największe różnice widać w grze 1vs1, jeden chłopak z Leicester City naprawdę świetnie wyszkolony, czy paru chłopaków ze Sportingu Lizbona, ale jak popatrzymy to tak samo w Zagłębiu czy Lechu Poznań, są chłopcy, którzy robią różnicę. Mamy w Polsce prawie 40 mln mieszkańców i w każdym dużym mieście, są chłopcy, którzy w przyszłości mogą być siłą Polskiej reprezentacji.

Uważasz, że takie turnieje to jest tylko i wyłącznie dobra zabawa czy powinni mieć jednak podejście, że mają do wygrania puchar, turniej?
Absolutnie nie. Przede wszystkim nagrodą powinien być udział tutaj i frajda z gry. Wiadomo, nikt nie lubi przegrywać, ale jeśli dadzą z siebie na boisku wszystko, to nikt nie może mieć do nich pretensji. Zdecydowanie w takim wieku nie powinno być myślenie cel uświęca środki, tylko właśnie radość z tej gry, koncentrowanie się na tym, żeby grać najlepiej, jak się potrafi, to jest najważniejsze.
Mógłbyś wskazać drużynę, która podczas Turnieju Api Cup podobała Ci się najbardziej?

Liczby pokazują, że Śląsk Wrocław jest zespołem, który wygrał cały turniej i myślę, że jako zespół z przyjemnością się na nich patrzy, ale sporo zespołów gra na wysokim poziomie. Podoba mi się też Banik Ostrava, który gra bardzo zespołowo i mają też kilku zawodników bardzo utalentowanych. Podobnie też na przykład zespół Leicester City. Doceniłbym jeszcze Pogoń Szczecin.

Teraz może jak Ty zaczynałeś przygodę z futbolem, wiadomo nie było takich możliwości jak teraz, ale w tamtej perspektywie jak to wyglądało w porównaniu do tego, co jest teraz?

Ja przykładowo w Lechu Poznań na pierwszym turnieju za granicą byłem w Berlinie. Miałem wtedy lat 12 albo 13, więc to pokazuje, że tych turniejów nie było dużo. Też pamiętam, że co roku był turniej halowy w Płocku, więc jednak mniejsza możliwość była, żeby grać z zespołami z zagranicy. Teraz możliwości są znacznie większe. Naprawdę taka rywalizacja dla Polskich dzieci z innymi nacjami tylko pokazuje, że mogą się równać z najlepszymi. To, że poziom w Ekstraklasie jest inny niż w Premier League to jedno, a w tym wieku widać, że mamy chłopców równie utalentowanych, a czasami nawet bardziej.

Wielu trenerów podkreślało w rozmowie z nami, że istotne jest dla nich teraz podchodzenie do zawodnika indywidualnie, nie na zasadzie jako kolektywu. Jak było kiedyś, może pamiętasz czy podchodziło się do szkolenia, żeby drużyna grała dobrze czy jednak też przykładano większą uwagę do indywidualności?

Teraz przede wszystkim możliwości szkolenia są zupełnie inne. Dużo więcej informacji można sprawdzić, zobaczyć jak trenuje Barcelona, Manchester City czy ktokolwiek z czołowych ekip w Europie. Kiedyś chłopcy nie mieli takich możliwości. Trener ustawiał naprzeciw siebie dwie drużyny i po prostu grali między sobą. Wachlarz możliwości teraz jest zdecydowanie większy. Ja uważam, że dla tych chłopców ważniejsza powinna jednak być drużyna. Ich powinno cieszyć to, że są przy piłce. Co jest najpiękniejsze w piłce? Żeby piłka była u nas. Czy to będzie przez grę indywidualną, czy zespołową to już nie ma znaczenia. Ja mam to szczęście, że widzę zespoły młodzieżowe w Anglii czy we Włoszech i one zupełnie inaczej grają.

Bardzo pozytywnym zjawiskiem na tym turnieju są liczni rodzice dzieciaków i wzajemny szacunek do różnych zespołów. Wyjątkiem może były w drużynach z Ukrainy, a szczególnie trenerzy, którzy dość ekspresywnie i nerwowo reagowali na to, co się działo na boisko. Uważasz, że tak to powinno wyglądać czy jednak powinno się trochę zluzować?

Ja oczywiście uważam, że powinno się pokazać chłopcom, co zrobili dobrze, a co źle, ale w trakcie meczu to nie jest najlepszy moment. Nie oszukujmy się, to nie wpływa dobrze na tych chłopców. Wiadomo, można dać jakieś wskazówki, co poprawić, ale forma krzyku na pewno nie pomoże.

Teraz może opowiedz, czym się teraz zajmujesz. Oprócz młodzieżowej piłki czy są jakieś inne projekty, w które się angażujesz?

Przede wszystkim oglądam, patrzę, jak się chłopcy rozwijają. Mam swoją agencję menadżerską, gdzie stawiamy szczególnie na młodych, utalentowanych chłopaków. Z takich naszych niedawnych sukcesów, to chociażby to, że ostatnio w Ekstraklasie zadebiutował chłopak 18-letni w Arce Gdynia. Na tym się koncentrujemy, żeby dać im szansę wyjechać docelowo za granicę, bo możliwości jak najbardziej takie są. Teraz też będę ekspertem na mistrzostwach świata dla Telewizji Polskiej i tutaj szykują się dla mniej intensywne trzy tygodnie.

Jakie widzisz zagrożenia dla rozwoju piłkarskiego dla tych młodych chłopaków i ich rodziców już właśnie z twojego doświadczenia piłkarskiego?

W takim wieku przede wszystkim nie można robić presji na zawodniku, że w przyszłości musi być piłkarzem. Nie oszukujmy, się piłka nożna też kształtuję i nadaje charakter, żeby w przyszłości coś osiągnąć. Nie możemy też mówić, że już na pewno zostanie piłkarzem, jeśli dziecko ma 9 lat. Najważniejsza powinna być radość z gry, pracowitość i uśmiech na boisku. Wystarczy pooglądać początki Ronaldinho czy Neymara tam to widać cały czas.

Jakbyś się odniósł do tego, że w piłce jest coraz więcej młodych zawodników, którym po prostu uderza do głowy “sodówa” i często już na poziomie juniorskim uważają siebie za “gwiazdy” piłki, a wiadomo, że do tego jeszcze bardzo daleka droga.

Jedna wskazówka. Najgorzej jak ktoś myśli, że jest, lepszy niż jest. Wtedy będzie bardzo ciężko zmienić jego mentalność. Tego nie życzę nikomu. Pewność siebie jak najbardziej, młodzi muszą w siebie wierzyć, ale to musi być poparte pokorą, a nigdy arogancją. W piłce nożnej jest cienka granica, uda się, albo się nie uda, bo konkurencja jest ogromna.

Artykuł Grzegorz Rasiak – “Za moich czasów chłopcy nie mieli takich możliwości” [WYWIAD] pochodzi z serwisu Młodzieżowy Futbol.

]]>